Brak wiary powoduje, że ludzie boją się przekraczać swoje granice, a ja uwierzyłem w siebie.

Muhammad Ali


Galeria Zdjęć Filmy Forum

News

PĘTLA BESKIDZKA I CZASÓWKA - RM

image

08.07.2019 03:55, Szatkowska Aleksandra
Kultowa Pętla Beskidzka przeszła już do historii, chociaż my długo będziemy ją wspominać, bo śmiało można powiedzieć, że została wręcz zdominowana przez nasze Jas-Kółki!

Choć wielu zmartwiła informacja, że trasa sobotniej Pętli została skrócona, jednak po przejechaniu linii mety już nikt nie narzekał, bowiem i w tym roku Wiesiek Legierski zadbał o procenty na trasie! Na dodatek trudność zawodów potęgowała temperatura, która pokazała ponad 30˚C, co potrafiło złamać niejednego twardziela. Ciężkie podjazdy robiły swoje, jednak na zjazdach można było poszaleć i bić rekordy prędkości, co zdecydowanie miało miejsce w tym roku, bo warunki atmosferyczne na to pozwalały.


W sobotę kolarze mieli do wyboru dwa dystanse, które łączyły początkowe i końcowe odcinki, przy czym w krótszym pętlę zawodnicy pokonywali jeden raz (60 km, 1650 m przewyższeń), natomiast w dłuższym dwa razy (92 km, 2480 m przewyższeń).

Absolutną królową krótszego dystansu okazała się oczywiście Angelika Tlołka, której nawet mężczyznom jadących z nią w grupie ciężko było dotrzymać tempa. Nasza niepokonana w górach Mistrzyni biła rekordy pod górę, a gdy minęła linię mety, wszystkim oczy wyszły z orbit! Angelika wykręciła fenomenalny czas 02:12:40, którym nie dała żadnych szans rywalkom i zwyciężyła zarówno wśród wszystkich kobiet, jak i wśród rówieśniczek z kategorii K2! Zajęła także rewelacyjne 39 miejsce OPEN! Druga na mecie kobieta straciła do naszej Różowej Petardy ponad 8 minut, co tylko świadczy o tym, że Angela jest na absolutnym szczycie kobiecego kolarstwa amatorskiego w Polsce!

Drugie podium z krótszego dystansu zdobył dla nas Marcin Hudoba, który także przyzwyczaił nas do oglądania go na pudle! Nasz junior wykręcił kapitalny czas 02:27:29, czym zapewnił sobie 2 miejsce w kategorii M oraz 99 OPEN!

Na 60 km wystartowali także Maciej Giełzak oraz Dariusz Potoniec, którzy bardzo dobrze sobie poradzili i z czasami odpowiednio 02:39:25 i 02:55:02 uplasowali się na 126 i 141 miejscu OPEN oraz 17 w kategorii D i 39 w kategorii C.


Natomiast na długim dystansie kapitalną formę prezentował nie kto inny jak Patryk Urbanek, który po raz kolejny finiszował w ścisłej czołówce! Patryk wykręcił nieprawdopodobny czas 02:57:11, dzięki czemu zajął fantastyczne 5 miejsce OPEN oraz stanął na 2 stopniu podium w kategorii B! Na tej piekielnie ciężkiej trasie osiągnął prędkość średnią wynoszącą ponad 31 km/h, co niewątpliwie jest kolejnym powodem, by ściągnąć czapki z głów dla Patryka!

Pierwszą piętnastkę OPEN zamknął niezawodny Piotr Kukla, dla którego trasa naszpikowana długimi i stromymi podjazdami, to marzenie! Piotrek linię mety minął w czasie 03:11:49, co także zaowocowało bardzo wysokim 6 miejscem w kategorii A!

W pierwszej pięćdziesiątce zmieścili się także Marcin Kowol (który zaliczył wywrotkę, na szczęście bez strat zdrowotnych i sprzętowych), Grzegorz Otfinowski, Marcin Wróbel oraz Marek Marszałek. Panowie świetnie poradzili sobie z ciężką trasą w upale i uzyskali następujące czasy: 03:30:02, 03:30:19, 03:32:04 i 03:35:45, co dało im odpowiednio 35, 37, 42 i 48 miejsca OPEN oraz 14 i 15 w kategorii C, 15 w kategorii B, natomiast Marek był zdobywcą ostatniego w tym dniu podium dla Jas-Kółek i w kategorii D uplasował się na 3 miejscu!

Kolejne bardzo dobre wyniki zdobyli Dariusz Puzoń, Andrzej Młynek oraz Andrzej Jagiełło. Ta trójka zawodników osiągnęła czasy 03:41:45, 03:44:30 oraz 03:46:47, dzięki czemu zajęli lokaty 55, 56 i 58 OPEN oraz 19, 20 i 21 w kategorii C.

Na długiej trasie wystartowali także Tomasz Młynek i Zbigniew Bieryt. Ich czasy 04:04:30 i 04:10:30 dały im 70 i 73 miejsca OPEN oraz 15 w kategorii wiekowej A i 30 w kategorii C. Kto zna Tomka wie, że jego specjalnością są zjazdy. Tomasz w sobotę mógł pochwalić się nieprawdopodobną maksymalną prędkością, która wyniosła… 100 km/h!



Po sobotnich zmaganiach część z naszych zawodników zdecydowała się na niedzielną czasówkę, która miała długość 6,3 km i przewyższenia rzędu 260 m.

Bez zbędnych wstępów możemy się pochwalić, że zwycięzcą OPEN oraz jednocześnie kategorii B okazał się Alexey Kmets! Alexey wykręcił genialny czas 00:12:27, który okazał się być niepokonany i który pozwolił mu osiągnąć, jako jedynemu, prędkość średnią ponad 30 km/h! Jedno trzeba przyznać naszemu zawodnikowi – rzadko pojawia się na zawodach, ale gdy już się pojawi, to robi istne tornado w wynikach!

Żeby było mało, to na 3 stopień podium OPEN wskoczył także Patryk Urbanek! Dokonał tego dzięki wybornemu czasowi 00:12:48, który dodatkowo sprawił, że Jas-Kółki zdominowały zarówno podium OPEN, jak i podium w kategorii B, bo Patryk uplasował się na 2 miejscu!

Drugi dzień i drugi pierwszorzędny występ także Piotra Kukla! Jego chip na mecie odnotował wybitny czas 00:13:34, co zapewniło mu wyśmienitą 8 pozycję OPEN oraz 2 w kategorii A!

Kolejne 2 miejsce wśród rówieśników zdobył Marcin Hudoba, który walczy w kategorii najmłodszych mężczyzn (M)! Nasz junior wykręcił rewelacyjny czas 00:14:56, który dał mu także 21 miejsce OPEN!

Wysoko w swojej kategorii był Piotr Jasiński. Jego czas 00:15:16 zapewnił mu świetne 24 miejsce OPEN oraz 6 w kategorii C.

Również w tej kategorii rywalizowali Andrzej Jagiełło i Dariusz Puzoń, których czasy odpowiednio 00:15:38 i 00:15:39 zagwarantowały 29 i 30 miejsca OPEN oraz 9 i 10 w kategorii C.

Kolejne podium w weekendowych zmaganiach wywalczył Marek Marszałek. A dokonał tego dzięki czasowi 00:15:42, plasując się na 31 miejscu OPEN oraz 2 w kategorii D.

Pozostali nasi zawodnicy także poradzili sobie bardzo dobrze i osiągnęli następujące rezultaty:
Andrzej Młynek
– czas 00:16:39 – 42 OPEN – 14 w kat. C;
Sebastian Matuszak
– czas 00:17:38 – 53 OPEN – 18 w kat. C;
Maciej Giełzak
– czas 00:18:32 – 59 OPEN – 10 w kat. D.



Podsumowując, nasi niesamowici zawodnicy z rodzimych Beskidów przywieźli 9 podium w kategorii, a w tym 2 zwycięstwa! Czy trzeba tutaj cokolwiek dodawać? Wyniki świadczą same o sobie i my nie mamy wątpliwości, która drużyna rządzi na Road Maratonowych trasach!


Bardzo, bardzo, bardzo serdecznie gratulujemy Jas-Kółkom niesamowitych sukcesów, które przywieźli z Wisły! Z całego serca gorąco dziękujemy za pierwszorzędne reprezentowanie drużyny na zawodach – nie mogliśmy sobie wymarzyć ani wyśnić lepszych wyników! Bijemy pokłony, ściągamy czapki z głów i zbieramy szczęki z podłogi za ich wyczyny na Pętli Beskidzkiej i dłuuuuugo będziemy wspominać te obfite w sukcesy zawody! Życzymy zarówno sobie, jak i naszym reprezentantom, aby każde zawody mogli zaliczyć do tak udanych jak te weekendowe!

Komentarze

08.07.2019 10:30:35,Patrycjusz Urbanek

Gratuluję całemu zespołowi świetnej jazdy na Pętli Beskidzkiej! W mojej ocenie organizacyjnie był to znacznie lepszy wyścig niż w ubiegłym roku. W porównaniu do Czechów gorzej było tylko ze startem. Teraz moja relacja. Pętla Beskidzka miał być i była moim najważniejszym wyścigiem sezonu. Przygotowując formę zimą i wiosną myślałem głównie o wiślańskim wyścigu. To on napędzał mnie do ciężkiej pracy na trenażerze, biegania po górach w wysokim śniegu i przerzucania ton na siłowni. Nastawiałem się na 5h jazdy i dystans około 160 km. Niestety remonty dróg sprawiły, że trasa została wywrócona do góry nogami. Skanowano moją trzecią największą miłość życia - podjazd pod Salmopol (ciekawostka: dla którego przeprowadziłem się do Wisły)! Nie byłem zadowolony ale tak czy inaczej miał być szczyt formy i świeża noga, więc nie miałem wyjścia i musiałem to wykorzystać! Na starcie elita amatorskiego peletonu: Tomana, Wójcik, Kobiałka, Czapla, Nowacki, Brachaczek i wielu innych (+ 2 zawodników JGB2, którzy nie byli klasyfikowani). Wiadomo aktualni Mistrzostwie Polski Master, Mistrzowie Górscy, wicemistrzowie i zwycięscy dziesiątek wyścigów. Jak wyglądała rywalizacja? Na początek podjazd pod Zameczek = ogień! By utrzymać się w czołowej grupie musiałem jechać na limicie możliwości. Mogłoby się wydawać, że zjazdy to moment na odpoczynek i złapanie drugiego oddechu. W czołowej grupie nic z tego! Tutaj mordercze tempo i ataki idą cały czas. Odpadasz w zakrętach to sprintujesz by dojechać do koła, które oddala się w ekspresowym tempie. Co się dzieje przed zjazdem z Kamesznicy? Sprint by być jak najwyżej w grupie. Tak wyglądał cały wyścig. Niestety nie jestem tak dobry technicznie jak Tomana i czasem muszę gonić. Dla mnie decydujący okazał się podjazd w Suche na drugiej rundzie (około 62 km) kiedy to zaatakowali zawodnicy JGB2. 10 sekund na szczycie podjazdu okazało się nie do nadrobienia. Tutaj niestety wyszło, że elita mogła mieć wpływ na losy wyścigu. Ja jestem bardzo słaby w krótkich wysiłkach (sprint, 1 minuta, 2 minuty) a dobry w nieco dłuższych (3 minuty w górę). Zostałem z trzema innymi kolarzami. Tempo nieco się uspokoiło. Pomijając kilka ataków, które były szybko i sprawnie kasowane to razem dojechaliśmy do ostatniego podjazdu w Olecki. Od samego początku zakatowałem i powoli lecz systematycznie zaczynałem zyskiwać. Jechałem na granicy swoich możliwości ale widziałem, że jadę po podium w kategorii wiekowej. Wjechałem na linię mety jako 5 open i 2 w kategorii wiekowej co uznaję za duży sukces. Sam podjazd wjechałem około 1 minuty wolniej niż Wójcik ale ze stravy wynikało, że był to trzeci czas tego dnia (Piotr Tomana nie udostępnia danych ale zakładam, że był szybszy). Wcześniej miałem KOMa na tym segmencie a na samym wyścigu podjechałem zaledwie kilka sekund wolniej! Czasówka jak to czasówka. Nie wiąże się z nią specjalna historia. Chyba nikogo nie zaskoczy to, że moje nogi po sobotnim wyścigu bolały. Zamiast mocy czułem drewno/beton. Całe szczęście po niemal godzinnej rozgrzewce coś tam popuściło. Ruszyłem rozważnie (bardzo starając się nie być romantycznym) i trzymałem równe wysokie tempo od startu do mety. Moc okazała się całkiem zadowalająca i dając z siebie wszystko wywalczyłem 3 miejsce w open i 2 w kategorii wiekowej z czasem 00:12:48,41. Rok temu byłem pierwszy w kategorii wiekowej ze znacznie gorszym czasem i gorszą mocą. W tym musiałem uznać wyższość Oleksija Kmetsa, któremu jeszcze raz serdecznie gratuluję! :) Jeszcze tylko Tatra Road Race i czas na odrobinę luzowania, większą swobodę treningową i czerpanie pełnej radości z kolarstwa.

08.07.2019 13:31:24,Jaworek Wojciech

Gratulacje dla wszystkich uczestników, gratulacje i wielkie brawa za wszystkie pudła:). Patrycjusz świetna relacja.

09.07.2019 14:20:24,Młynek Andrzej

To, że Pętlę należy nazwać kultową, to chyba nikt nie ma wątpliwości, kto startuje w niej regularnie. Cały tydzień była piękna kolarska pogoda, temp. w granicach 21-24 st., przychodzi sobota, przychodzi Pętla, z przodu pojawia się trójka. Trasa, jak na ten wyścig, krótka, ale po przejechaniu "tylko" 92 km, każdy miał dość i przynajmniej w ciszy, w swojej głowie przyznał, że dobrze, że nie było 130 km. Ja co do swojego startu mam mieszane uczucia. Niby nieźle, ale czegoś brakło. Pierwsza góra, czyli Zameczek i jestem całkiem z tyłu, nie mam sił, żeby mocniej i szybciej jechać. W drodze do Stecówki doganiam dwóch zawodników, kiedy zaczyna się zjazd do Istebnej doganiam Zbyszka, za nim zjeżdżam w dół, doganiają nas inni, przed nami też grupka, ale przed podjazdem pod Koczy nie doganiamy ich. Kiedy zaczyna się podjazd odjeżdżam innym, a w tym czasie doganiają mnie już z krótszego dystansu, najpierw dwóch, a kiedy zaczyna się stromizna, kolejnych dwóch. Kiedy mnie druga dwójka mija, dochodzi do trochę niebezpiecznej sytuacji. Akurat kiedy mnie mieli wyprzedzać, z góry za łuku pojawiło się auto. Widząc to krzyknąłem kolegą, że uciekam, jednocześnie przyśpieszyłem i zjechałem jak najbliżej prawej strony. Bezpiecznie żeśmy się minęli z samochodem i może bym nie wspominał o tym, ale bardzo podobała mi się postawa kolegi, jeśli się nie mylę, to z drużyny Javi, który przeprosił mnie i stwierdził, że mógł ciut zwolnić. Ja staram się nie przeszkadzać lepszym ode mnie i też robiłem wszystko co mogłem i w sumie chyba wszystko wyszło tak, jak mogło wyjść najlepiej, a zachowanie kolegi z Javi świadczy o jego szacunku do innych i tych słabszych, tutaj dziękuję za takie podejście do innych przeciwników. Na podjeździe kogoś jeszcze wyprzedziłem i rozpoczął się szalony zjazd do Kamesznicy. Chyba wszyscy bili rekordy prędkości w tym dniu. Ja przez moment spojrzałem na licznik i zauważyłem 94, później okazało się, że licznik max pokazał 96,1 km/h. Znowu minąłem kilku na zjeździe, na wypłaszczeniu dojechałem do grupki, razem dojechaliśmy do Milówki, skręt w prawo, jeszcze raz w prawo i rozpoczął się podjazd w kierunku Ochodzitej. Ci którzy ze mną jechali zostali w tyle i znowu jechałem sam. Na podjeździe znowu grupka z krótszego mnie dojechała, dociągając kogoś z dłuższego, nie próbowałem jechać ich tempem, było za mocne na mnie, a ci, którzy próbowali im dorównać, zostawali po chwili i znowu ich mijałem, zostawiając w tyle. Tak właściwie jechał już sam praktycznie do samej mety. Przed bufetem dogoniła mnie Angelika, tylko rzuciłem jej "dajesz". Drugą rundę całą swoim tempem jechał, starając się dość mocno pedałować. Na zjeździe do Kamesznicy znowu kilku minąłem. Na podjeździe z Zwardonia przez las w stronę Jaworzynki dojechał do mnie jeden z zawodników i chwilę razem jechaliśmy. Kiedy dojechaliśmy do bufetu, dogoniliśmy Darka. Nie zatrzymując się dostałem bidon z wodą, jeszcze podczas tego podjazdu Darek razem z moim współtowarzyszem odjechali kawałek. Kiedy prawie już ich dogoniłem w Bukowcu, wchodząc w zakręt ciut szybciej, chcąc te brakujące 50 m zniwelować, wyjechałem na lewo, a tam stał samochód i musiałem do zera wyhamować, żeby go ominąć i znowu straciłem odrobinę, po wjeździe do Polski chciałem dojechać do nich, ale po jakiś 300 m chwycił mnie skurcz i musiałem zwolnić. Do mety już jechałem wolno, spokojnie, bo pod Olecki ze skurczem bym nie wyjechał. Wynik nie rewelacja, ale nie mogę narzekać. Co do czasówki, chciałem wypaść dobrze. Wyjechałem na rozgrzewkę dość wcześnie, jak na mnie. Przy każdej próbie mocniejszej jazdy pod górę, nogi odmawiały. Przed samym startem rozmowa z Alexejem, który stwierdził, że "jest noga", co potwierdził zwycięstwem open. U mnie sam początek nawet niezły, ale po chwili ciężko było mi pedałować. Puki nie rozpocząłem stromego podjazdu, nie umiałem kręcić. Od chwili skrętu w prawo na mostku, tak jakby popuściło i już do samej mety jechało mi się dobrze. Może tak, jak Patryk, potrzebowałem co najmniej godzinę rozgrzewki. Czas lepszy o minutę od zeszłorocznego i wygrałem z co niektórymi zawodnikami, z którymi wcześniej przegrywałem, więc jest dobrze, cały czas do przodu. Teraz Tatry, myślę, że będzie jeszcze lepiej.

09.07.2019 14:51:58,Młynek Andrzej

Ja bardzo dziękuję za wspaniałe występy w sobotę i niedzielę. Wielkie, ale to wielkie gratulacje dla wszystkich. Patryk i Angelika genialne wyniki, Piotrek rewelacyjny występ, Marcin K., wiedziałem, że w tym sezonie jesteś the best, Otfin swój wysoki poziom dalej utrzymuje, Marcin H. nie spuszcza z tonu, mimo małej ilości treningów, Marek, podium zawsze w zasięgu, starszy Marcin W.nie ustępuje najlepszym, Andrzej, Darek, drugi Darek, Maciek, Zbyszek i Tomek, zawsze dają z siebie wszystko i jeszcze te "cuś". Jeśli chodzi o niedzielę, to chyba nie ma nikt wątpliwości, że Jas-Kółki to najlepszy klub amatorski. To, co zrobili Alexej, Patryk i Piotrek to majstersztyk. Marcin i Piotr super czasy i miejsca. Andrzej, Darek, Marek, Sebastian, Maciek nie zwalniają tempa i zawsze bardzo dobrze reprezentują się na zawodach. Wielkie, wielkie dzięki. Z taką drużyna i o mistrzostwie świata można myśleć:)

09.07.2019 16:36:24,Patrycjusz Urbanek

2 x zwycięstwo drużynowe jest :)

09.07.2019 20:04:10,Jaworek Wojciech

Dwie super relacje, fajnie się czyta, czekam na resztę:)

09.07.2019 20:10:20,Młynek Andrzej

Patryk, tak jak pisałem, jesteśmy najlepszą amatorską drużyną i to nie tylko jeśli chodzi o wyniki, ale to temat na inną rozmowę.

09.07.2019 21:00:05,Kukla Piotr

Ja również gratuluję wszystkim ukończenia tego trudnego wyścigu i osiągniętych wyników a także dobrych rezultatów w czasówce. Każdy dał z siebie wszystko i o to głównie w tym chodzi aby sprawdzać możliwości i granice wytrzymałości własnego organizmu. Ja ze swojego występu jestem zadowolony, był to chyba najlepszy wyścig jaki przejechałem, dałem z siebie wszystko na trasie, z sytuacji jakie były na trasie wyciągnąłem wszystko co mogłem i wiele lepiej być po prostu nie mogło. Czasówka również poszła mi dobrze, muszę popracować nad lepszym rozłożeniem sił i mobilizacją do mocniejszej jazdy w pierwszej części a powinno być jeszcze lepiej. Moja szersza relacja z wyścigu: Przed startem przespałem całą noc a w poprzedzającym wyścig tygodniu regularnie się nawadniałem. Myślałem, że wszystko zrobiłem dobrze i w dzień startu popełniłem jeden błąd. Zjadłem bardzo syte śniadanie około 3,5 godziny przed startem a później tylko banana i batona a powinienem coś konkretniejszego. Rozgrzewka była dosyć dobra i z wyprzedzeniem zjawiłem się w sektorze startowym. Stanąłem w miejscu które było określone jako pierwsza linia startu, później jednak zjawili się czołowi zawodnicy i stanęli z przodu a cześć także poza wyznaczonym miejscem. Na starcie pojawili się także mocni zawodnicy bez numerów co już zmniejszyło moją chęć do ścigania. Gdy nadeszła godzina startu to zrobił się straszny ścisk. Nie umiałem ruszyć normalnie i już kilka miejsc w plecy, później zaczęli mnie wyprzedzać zawodnicy i z bardzo dobrej pozycji na starcie zrobiła się średnia przed podjazdem na Zameczek. Już wtedy pomimo umiarkowanie mocnego tempa zaczynały się robić dziury, nie wiem czego niektórzy oczekiwali stając z przodu i zdając sobie sprawę, że tempa czołówki i tak nie utrzymają a mogą innym rozwalić wyścig. Zamiast jechać spokojnie w zwartej grupie już musiałem gonić odjeżdżającą czołówkę. Selekcja trwała cały czas i tego przeciskania się i jazdy slalomem pomiędzy innymi zawodnikami było sporo. Były momenty, że się nie dało i za górną bramą gdy czołówka podkręciła tempo miałem już starte i nie byłem w stanie odpowiedzieć na atak. Jechałem cały czas bardzo mocno, niemal na maksa ale to nic nie dało. Łapałem pojedyncze osoby, kilku było w zasięgu ale czołówki nie było widać. Dla mnie wyścig się skończył i zaczęła walka o złapanie się do jakiejś dobrej grupy która ścigać się będzie już nie o podium a o miejsce w 2 czy 3 dziesiątce OPEN. Z jednej strony byłem zadowolony, dawno nie pojechałem tak mocno pierwszego podjazdu na wyścigu a z drugiej byłem zrezygnowany, że tak szybko musiałem pożegnać się z czołówką. Kończąc Zameczek miałem już 30 sekund w plecy, w niedalekiej odległości widziałem przed sobą kilku zawodników, za moimi plecami też było parę osób wiec była szansa na stworzenie dosyć licznej grupy. Nie odpuściłem nawet na moment, praktycznie sam dociągnąłem do dwójki zawodników a na bardzo szybki, niebezpiecznym i pełnym różnych sytuacji zjeździe ze Stecówki dojechali kolejni. Zjechałem całkiem dobrze chociaż miałem spore problemy aby utrzymać tempo towarzyszy i w Zaolziu zjechaliśmy się w jedną grupę. Byłem już zmęczony, zdecydowanie za mocno pojechałem pierwsze 10 kilometrów a moc znormalizowana ponad 300 Wat potwierdziła tylko jak musiałem się namęczyć aby znaleźć się w tym miejscu. Skupiłem się na utrzymaniu koła grupy i do Koczego Zamku nie dawałem zmian. Tam powinienem spróbować nadawać tempo grupie ale nie byłem w stanie. Przy okazji złapaliśmy jeszcze jedną osobę która już odpadła od wcześniejszej grupy. Przez ten chaos na Zameczku nawet nie wiedziałem ile rzeczywiście osób jedzie z przodu ale nie miałem ani czasu ani ochoty aby o tym myśleć. Jakoś przetrwałem do końca podjazdu i liczyłem na chwile wytchnienia na zjeździe. Zaczynając go z tyłu bałem się, że odpadnę od grupy i już jej nie dogonię. Niestety moje przypuszczenia okazały się słuszne, ku mojemu zdziwieniu nie byłem najsłabszy na zjazdach w tej grupie i pomimo tego, że zjechałem jako ostatni to miałem przed sobą dwójkę zawodników. Początkowo jechaliśmy po zmianach, starałem się jechać bardzo mocno i w pewnym momencie zauważyłem, że zaczynamy się zbliżać do grupy. Po jednej ze zmian zluzowałem na moment i nie złapałem koła i dwójka odskoczyła na kilkanaście metrów. Przewaga trochę wzrosła i gdy zaczął się krótki ale stromy podjazd to grupa zwolniła. Jeden zawodnik zdołał doskoczyć do reszty a ja wciąż miałem stratę. W tym momencie dalej moc znormalizowana była bliska 300 Wat a w nogach już ponad 20 kilometrów. Zjadłem żela i zagiąłem się aby spróbować jeszcze dołączyć. Tempo w grupie było mocne bo dwie lub trzy osoby odpadły a ja wciąż miałem grupę w zasięgu. Po łatwiejszym fragmencie z krótkim zjazdem zaczął się około 500 metrowy podjazd z nachyleniem przekraczającym miejscami 10 %. Zrzuciłem ząbek niżej i zdołałem dojechać do grupy. Odpocząłem trochę na kole grupy i na zjeździe odpiął mi się czujnik od miernika mocy. Na początku nie wiedziałem co to jest ale gdy skręciliśmy na krótki ale stromy podjazd w Suchem to się zorientowałem. Trzymałem się z tyłu i gdy tylko się wypłaszczyło to naprawiłem usterkę. Oczywiście straciłem kilkanaście metrów i musiałem znowu gonić. Udało się dopiero na końcu zjazdu przed rondem i na podjeździe przesunąłem się do środka. Gdy tylko skręciliśmy w kierunku Jaworzynki to wyszedłem na zmianę. Jechało się dobrze, dosyć szybko i mocno. Powoli zaczynałem dochodzić do siebie po zbyt mocnym początku i tych wszystkich pogoniach po zjazdach czy problemach z utrzymaniem koła. Z przodu trzymałem się do początku zjazdu i wtedy prawie wszyscy mnie wyprzedzili. Wiedziałem, że niedługo zacznie się podjazd i nawet gdy starce kilka metrów to powinienem doskoczyć na stromiźnie. Na szczęście nie byłem ostatni i podjazd na WyrchCzadeczkę wjechałem w grupce. Na wypłaszczeniu dałem krótką zmianę a na zjeździe nie czułem się zbyt pewnie i ponownie straciłem dystans. Dołączyłem dopiero na początku kolejnego podjazdu w kierunku Istebnej. Do bufetu trzymałem się z tyłu, wymieniłem bidon na pełny i zacząłem przesuwać się do przodu. Na główną wjechałem już na dobrej pozycji i starałem się ją utrzymać do początku podjazdu na Ochodzitą. Pagórkowaty odcinek do Koniakowa przejechałem z przodu a gdy tylko droga zaczęła się wznosić do góry to wyszedłem na czoło i dyktowałem tempo aż do końca podjazdu. Tempo było mocne ale z rezerwami, wystarczyło to jednak aby rozciągnąć stawkę, nie wiem czy wszyscy się utrzymali bo wolałem skupić się na zjeździe. Tym razem lepiej poszedł ale i tak musiałem hamować bo nie wszyscy jechali całkiem pewnie. Przez Kamesznicę współpracy nie było wcale, kto mocniej pociągnął to odjeżdżał. Ja dobrze 2 kilometry jechałem około 30 metrów przed grupą. Na podjeździe wzdłuż ekspresówki sam prowadziłem grupę, na zjeździe odpuściłem i stromy podjazd w Suchem znowu jechałem na końcu. Na zjeździe tym razem bez gonienia innych i na zmianę wyszedłem przed skrętem w kierunku Jaworzynki. Po kilkuset metrach gdy schodziłem ze zmiany to na czoło wyszedł Przemek Szlagor i zaczynał zyskiwać przewagę. Ja nie miałem ochoty go gonić a inni tez najwidoczniej nie chcieli a przy dobrej współpracy na pewno odjazd by nie wyszedł. Gdy zaczął się zjazd popełniłem błąd przy zmianie przełożeń i spadł mi łańcuch, szybko udało się wrzucić go spowrotem na blat bez zatrzymywania się. Do mety pozostało niecałe 20 kilometrów, w kieszeni powinienem mieć jeszcze dwa żele a tam był tylko jeden. No cóż, wziąłem tego ostatniego żela z myślą, że na tym dojadę do mety. Na zjeździe poprzedzającym podjazd do bufetu jeden z zawodników prawie wypadł z trasy. Jechałem bezpośrednio za nim i musiałem mocno hamować, na szczęście wszystko dobrze się skończyło i dalsza część zjazdu była już zachowawcza. Na podjeździe w kierunku bufetu i głównej drogi w Istebnej zrobiła się delikatna selekcja. Ja wjechałem z przodu i dzięki temu mogłem kontrolować to co się dzieje. Jeden z zawodników odpadł, zostało nas 8 osób. Na interwałowym odcinku do Jaworzynki zrobiła się kolejna selekcja, trzech zawodników odjechało na zjeździe a gonitwa jakoś nie przynosiła rezultatów lub nie każdy jechał na tyle mocno aby dojechać do uciekinierów na podjeździe za granicą. Zostało nas 5 i w takim składzie wjechaliśmy znów do Polski. Wśród 4 osób które mi towarzyszyły były aż dwie z mojej kategorii wiekowej. Niestety zaczynałem czuć, że zbliżają się skurcze, brakło tego jednego żela oraz chyba większej ilości picia na trasie. Sięgnąłem po magnes który wziąłem na wszelki wypadek. Gdy go skończyłem to jadącego przede mną Mateusza Kwiatkowskiego zaatakowały skurcze. Pewnie więcej osób miało ten sam problem. Mimo faktu, że byłem już ujechany i świadomy tego, że magnes może nie pomóc starałem się trzymać w grupce. Po kilku minutach strzelił jeden zawodnik z mojej kategorii wiekowej i zostało nas trzech. Wiedziałem, że chcąc wjechać ostatni podjazd w jakimś rozsądnym tempie to muszę trochę zwolnić i oszczędzić trochę sił. Tak też zrobiłem, dwójka odjechała ale chwile później już każdy jechał sam. Sądziłem, że na koniec jest trudniejsza wersja podjazdu na Olecki. Była ta łatwiejsza i dzięki temu nie straciłem tyle na samym podjeździe. Podjazd zacząłem około minutę za Kubą i 30 sekund za Pawłem. Zmotywowałem się aby dać z siebie więcej i cisnąłem ile mogłem w kierunku mety. Udało się odrobić jedną pozycję, na ostatnich ściankach dałem z siebie już maksimum i nie odpuściłem aż do mety. Zdecydowałem się na finisz, nie łatwo się ściga z samym sobą i nie byłem w stanie wycisnąć z siebie więcej niż 650 Wat. Byłem pewien, że jestem 6 w kategorii A i zapewne w 3 dziesiątce OPEN. Nim sprawdziłem wyniki to zdążyłem lekko rozjechać nogi i zjeść sporo kawałków arbuza. Ostatecznie sklasyfikowano mnie jako 15 zawodnika całego wyścigu. Całkiem nieźle biorąc pod uwagę przebieg całej rywalizacji oraz moje tego sezonowe osiągnięcia. Przez większą cześć wyścigu pozostawałem w grze o pierwszą 10 OPEN co do tej pory zdarzało mi się bardzo rzadko a najczęściej kończyło już w pierwszej połowie wyścigu. Do najlepszych straciłem prawie 20 minut co mówi tylko o tym ile mnie jeszcze pracy czeka aby wskoczyć poziom wyżej.


Najbliższe treningi


Ostatni trening
Trening 66
Dnia 13.10.2019
Godzina: 11:00



zobacz wszystkie

Najbliższe treningi juniorzy


Ostatni trening juniorzy
LVI trening
Dnia 24.09.2019
Godzina: 16:00



zobacz wszystkie

Najbliższe zawody

Ostatnie zawody
Cykl:19.10.2019 14:00
Rozegrano

zobacz wszystkie



Marzena Erm



Od 2004 roku we wrześniu spotykamy się na "Rajdzie z metą na Równicy". Zbiórka jest na placu autobusowym przy KWK "Zofiówka". Wspólnie jedziemy do mostu w Ustroniu, gdzie zaczyna się podjazd pod Równicę. Po drodze można w każdym miejscu do nas dołączyć. Start wspólny do wyścigu jest na początku mostu i ścigamy się do linii poboru opłat na Równicy (5 km). Po przyjechaniu wszystkich uczestników udajemy się na mały poczęstunek do schroniska. Zapraszamy wszystkich chętnych.

logo


Ustroń, ul. Skalica

ostatnie wyniki


Stowarzyszenie Klub Kolarski JAS-KÓŁKA zrzesza amatorów dwóch kółek. Naszą kadrę tworzą zarówno rowerzyści, którzy cenią sobie przejażdżki po okolicy, jak i Ci, którzy lubią się pościgać w różnych amatorskich wyścigach. Organizujemy treningi, obozy oraz wyścigi w wspólnym gronie, na które zapraszamy wszystkich chętnych. Członkostwo w klubie jest dla wszystkich, którzy zaakceptują Statut i uchwały oraz uzyskają akceptację Zarządu. Jednym zdaniem - JAS-KÓŁKA jest otwarta dla wszystkich.

skład

19 stycznia 2013r. odbyło się zebranie założycielskie, na którym klub, w obecności 22 osób, przyjmuje oficjalną nazwę Stowarzyszenie Klub Kolarski JAS-KÓŁKA. W skład zarządu wchodzą: Andrzej Młynek - prezes, Eugeniusz Małyjurek - członek, Dariusz Puzoń - członek. Zaś Komisję Rewizyjną tworzą: Marcin Kowol - przewodniczący, Bartłomiej Pala - członek, Piotr Piwoński - członek. 22 lutego zostajemy zarejestrowani w Urzędzie Miasta, otrzymujemy numer ewidencyjny 44. 1 marca otrzymujemy REGON nr 243193367, a 4 marca NIP nr 6332231649. 3 marca startuje strona internetowa www.jas-kolka.pl.
W dniu 11.02.2017r. odbyło się zebranie sprawozdawczo-wyborcze, na którym podsumowano ostatnie cztery lata i wybrano nowe władze klubu. Po wspólnym głosowaniu na stanowisku Prezesa pozostał Andrzej Młynek, do Zarządu zostali powołani Dariusz Puzoń, oraz Dominik Rygała, a do Komisji Rewizyjnej wybrano Marcina Kowola, Sebastiana Matuszaka i Eugeniusza Małyjurka.

statut

likebox