Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.

William A. Ward


Galeria Zdjęć Filmy Forum

News

NOWY TARG ROAD CHALLENGE

image

05.06.2018 00:42, Szatkowska Aleksandra
Jas-Kółki nie zwalniają tempa, wręcz przeciwnie – rozpędzają się tak, że ciężko będzie ich zatrzymać! Pierwszy czerwcowy weekend zapisał się pod znakiem kolejnych zwycięstw naszej Mistrzyni!

Nowy Targ Road Challenge to trzyetapowy wyścig, który rozegrał się od piątku do niedzieli (1-3 czerwca). Jak sama nazwa wskazuje, po raz kolejny kolarze ścigali się w okolicach Nowego Targu.

Pierwszego dnia zawodnicy rywalizowali na niespełna 12 kilometrowej trasie. Zawody odbyły się w formie indywidualnej jazdy na czas pod górę od Knurowa do Studzionek, a przewyższenia sięgnęły 514 m, a nachylenie pod koniec trasy dochodziło do 20%!

Drugiego dnia na kolarzy czekała 107 km trasa, prowadząca po dwóch pętlach. Start i meta miały miejsce w Dursztynie, natomiast do pokonania było 9 naprawdę poważnych i długich podjazdów usytuowanych na terenach pomiędzy Nowym Targiem, a Bukowiną Tatrzańską. Wystarczy powiedzieć, że suma przewyższeń na tej trasie wynosiła 2044 m!

Żeby było mało, trzeciego dnia organizatorzy postanowili wycisnąć ostatnie poty z uczestników i przemaglowali ich przez trasę o długości 105 km o przewyższeniach rzędu 1266 m. Trasa miała swój początek i koniec w Nowym Targu i prowadziła po pętli położonej na terenach na zachód od niego, którą trzeba było przejechać 5 razy.

W sumie przez 3 dni zmagań zawodnicy pokonali 224 km w poziomie i 3824 m w pionie.

Redaktor poddaje się bez walki, bo brak już słów, którymi można opisać to, co wyczynia w tym sezonie Angelika Grabiec i zapewniam, że słownik synonimów również nie wyrabia. Ta niesamowita dziewczyna na Nowy Targ Road Challenge zgarnęła wszystko, co się dało zwyciężyć. Wygrała każdą jedną premię górską i wygrała każdy etap OPEN wśród kobiet. Już pierwszego dnia zgarnęła koszulkę lidera i nie oddała do końca. Na czasówce wykręciła fenomenalny czas 00:32:59 i wśród wszystkich zawodników uplasowała się na 118 miejscu, a warto zaznaczyć, że na tym wyścigu stawiła się ścisła czołówka kolarstwa amatorskiego w Polsce. Nad drugą kobietą wypracowała przewagę 1 minuty i 38 sekund, a nad trzecią 2 minut i 43 sekund! Drugiego dnia nasza absolutnie bezkonkurencyjna Mistrzyni wręcz przeleciała trasę i na mecie zameldowała się z fantastycznym czasem 03:32:40 z 11 minutową przewagą nad drugą zawodniczką i 13 minutową nad trzecią. Jej średnia prędkość na trasie wyniosła bagatela ponad 30 km/h! Z wyników można byłoby wywnioskować, że ostatni etap był dla Angeliki jedynie deserem, bo swoją kosmiczną jazdą wykręciła rewelacyjny wynik 03:10:47, dokładając drugiej zawodniczce niespełna 3 minuty, a trzeciej ponad 4,5 minuty. W całej stawce na mecie zameldowała się jako 99, a jej prędkość średnia wyszła poza skalę pozytywnych słów, bo wyniosła 33 km/h! Jeśli chodzi o klasyfikację generalną wyścigu, to oczywiście nasza Mistrzyni zwyciężyła wśród kobiet z łącznym czasem 07:16:26. Jej przewaga nad drugą kobietą wyniosła 00:15:18, natomiast nad trzecią 00:26:02. W całej stawce wyścig zakończyła na 95 lokacie, a jej prędkość średnia z 224 km wyniosła prawie 31 km/h! Generalnie rzecz biorąc skończyły się superlatywy, którymi można opisać to, co Angelika wyczynia na rowerze. Wiadome jest tylko jedno – strach się bać dalszej części sezonu w jej wykonaniu, bo jak tak dalej pójdzie, to faktycznie sędziowie na zawodach przerzucą ją do męskiej kategorii lub każą jechać na składaku, żeby wyrównać szanse ;-). Chociaż znając możliwości Angeliki, to wcale nie przeszkodziłoby jej sięgnąć po zwycięstwo.

W zawodach wystartował także Marcin Wróbel, który tym razem postanowił zawalczyć o swój wynik. I wyszło mu to naprawdę świetnie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że startował świeżo po chorobie. I tak w pierwszym etapie nasz zawodnik wykręcił czas 00:29:25, co zapewniło mu bardzo wysokie 45 miejsce OPEN oraz 22 w kategorii M3. Na drugim etapie, dzięki czasowi 03:27:50 zanotował 89 wynik OPEN oraz 34 wśród rówieśników. Trzeci etap również może zaliczyć do udanych – przejechał go w czasie 03:04:59, dzięki czemu uplasował się na 65 miejscu OPEN oraz 29 w M3. Łączny rezultat Marcina w zawodach to czas 07:02:15, 71 miejsce OPEN (co ciekawe Marcin miał 71 numer) oraz 31 w kategorii M3. Jego prędkość średnia na wszystkich etapach była naprawdę godna podziwu, bo sięgała prawie 32 km/h!

Naszym trzecim zawodnikiem był Dariusz Potoniec, który rywalizował w kategorii M4 i również zdołał ukończyć ten diabelsko trudny wyścig. Jego wyniki na poszczególnych etapach prezentują się następująco:
I etap – czas 00:39:42 – miejsce w kategorii 52
II etap – czas 04:07:26 – miejsce w kategorii 46
III etap – czas 04:27:35 – miejsce w kategorii 42
ŁĄCZNIE – czas 09:14:44 – miejsce w kategorii 42

Wszystkie 3 etapy ukończyły 162 osoby, chociaż na startach ogółem pojawiło się grubo ponad 200 kolarzy. Tym bardziej cieszy nas fakt, że wśród nich są wszystkie trzy Jas-Kółki.

Bardzo, bardzo serdeczne gratulacje szczególnie dla Angeliki za kolejną falę zwycięstw w tym sezonie, ale także dla Marcina za świetny wynik i dla Darka za ukończenie wyścigu. Wręcz pękamy z dumy, że mamy w swoich szeregach takich zawodników, którzy reprezentują nas na najwyższym możliwym poziomie. Życzymy im oraz sobie, żeby ten fantastyczny sezon nigdy się nie kończył, bo to wręcz bajka :-).

Komentarze

05.06.2018 09:16:38,Młynek Andrzej

Brawa, brawa i jeszcze raz brawa. Takiej zawodniczki i reprezentacja Polski nam zazdrości. Oby dalej cieszyła Cię jazda i ściganie w naszym gronie. Graty Marcin za walkę w takim towarzystwie, teraz już Vitesse musi przysłać stroje, nie mają wyjścia. Darek wytrwale do końca, brawa.

05.06.2018 10:28:47,Matuszak Sebastian

Gratulacje, serducho podskakuje z radości.

05.06.2018 13:50:54,Jaworek Wojciech

Gratulacje!!!

05.06.2018 20:08:41,Rygała Dominik

No to teraz Angela możesz odpocząć :) Gratulacje dla Ciebie, Marcina i Darka.

06.06.2018 00:30:11,Angelika Grabiec

Dziękuję za gratulacje! Nie będę ukrywać, że Nowy Targ Road Challange był dla mnie bardzo, ale to bardzo ważnym startem. Już rok do tyłu zarezerwowałam sobie ten termin w kalendarzu, jednak nie macie pojęcia jak bardzo ciężką szkołą okazały się dla mnie te trzy dni... Na początek trzeba było przejechać moją "ulubioną" czasówkę. Zawodniczki ustawiały się według numerów startowych i puszczane byłyśmy co 30 sekund. Zapamiętałam sobie, że pierwsza ma numerek 300, ja miałam numerek 308. Zdziwiłam się strasznie jak dojechałam do Hiszpanki Soni Almagro, ponieważ startowała jako pierwsza a ja ją zdążyłam dojechać. Czasówka była taka pode mnie w sumie, ponieważ strasznie stromo było od pewnego odcinka i tak już do końca, a jak wiecie dla mnie im bardziej pod górę, tym lepiej. Czekałam w niepewności dosyć długo, ale TAK! Wygrałam !W czasie dekoracji założono mi cudowną koszulkę lidera, w której to wystartowałam na etapie II - nazwę go takim "Moim", ponieważ to był typowo górski etap i to właśnie na nim miałam zamiar maksymalnie jak tylko idzie umocnić swoją pozycję lidera w klasyfikacji generalnej. Jechało mi się wyśmienicie! Te widoki, podjazdy i zjazdy po prostu były REWELACYJNE! Trasa była FENOMENALNA ! "Zabawę" jednak popsuł deszcz, który dokładnie dwa razy złapał nas w tym samym miejscu, niestety na zjeździe. Moje koła nie hamowały w ogóle, co tak padało także w sumie ja tam dosyć mocno zwolniłam dla własnego bezpieczeństwa. Przez metę przejeżdżaliśmy dwa razy i słyszałam w głośnikach, że prowadzę z bardzo dużą przewagą także wiedziałam, że jakby co mam zapas. Ostatecznie zwyciężyłam dojeżdżając do mety 11 minut przed drugą zawodniczką. Na dekoracji otrzymałam drugą koszulkę lidera i umocniłam swoją przewagę nad drugą zawodniczką o 13 minut. Etap III miał być już tylko formalnością, a założenia były proste: "Nie szaleć, bez defektów i bezpiecznie." Niestety prawdopodobnie, a raczej na pewno czymś się zatrułam i dopadła mnie jelitówka... Calutką noc nie spałam. Żołądek mnie tak strasznie bolał, że ja nawet nie jestem Wam w stanie tego opisać. Słaba byłam jak mucha... To było straszne, ja sobie nie wyobrażałam w ogóle jakiejkolwiek jazdy na rowerze w tym stanie. Tak około 6:00 rano postanowiłam obudzić Marcina i poinformowałam go o krytycznej sytuacji z moim stanem zdrowia. I tutaj jego postawa mnie niesamowicie POZYTYWNIE zaskoczyła. Wyobraźcie sobie, że to było jakieś 5 minut. Marcin wstał, wbił w google hasło apteki całodobowe w Nowym Targu, znalazł adres, ubrał się i pojechał mi po lekarstwa. No ja byłam ( i nadal jestem) w szoku, za jego poświęcenie i chęć pomocy dla mnie. Mało tego on wszystko robił za mnie, nawet zrobił mi śniadanie, rower cały przygotował, bidony itd. Naprawdę doceniam to STRASZNIE i nie zapomnę mu tego do końca życia, ponieważ on jako jedyny wie jak ja wyglądałam tego feralnego poranka... Zjadłam te wszystkie leki, ale wiadomo czułam się nadal fatalnie.. Na myśl, że za godzinę mam wsiąść na rower i przejechać w tym stanie 105 km była jakąś abstrakcją dla mnie. Jak dojeżdżaliśmy na miejsce ja spałam na przednim siedzeniu. Praktycznie nic nie zjadłam, bo nie umiałam patrzeć na jedzenie a tutaj trzeba zaraz ruszać. Stanęłam na linii startu bo wiedziałam, że jeśli odpuszczę to... tracę wszystko. Miałam 13 minut przewagi, niby dużo a jednak w tej sytuacji takie nic. Nie wierzyłam, że dojadę do mety. To, co wydarzyło się na tej trasie tego dnia zapamiętam do końca życia. Zagrałam w swoim własnym horrorze. Co 5 km miałam ochotę stanąć, wszystkie dziewczyny "wisiały mi na ogonie", ja nie miałam siły im uciec. Było mi raz ciepło, a raz zimno, oczy same mi się zamykały, nogi i ręce a potem już całe ciało miałam jak z waty, było mi słabo i nie dobrze... Jadąc już wyobraziłam sobie te wpisy w powyższym artykule Oli: "Angela nie dojechała do mety, ponieważ bolał ją brzuch..". No ja bym tego chyba nie zniosła i jak tak sobie to wszystko wyobraziłam, a w dodatku to, że jak nie dojadę to stracę prowadzenie w generalce i w sumie to tak jakbym wcale nie wystartowała i cała moja ciężka praca pójdzie na marne to postanowiłam rzucić wszystko na jedną kartę. Wyczułam na trasie po 4 pętlach słabe punkty swoich koleżanek i na ostatniej piątej rundzie na tych właśnie punktach postanowiłam uciec. Mój plan odniósł sukces, ja w to nie wierzę do teraz. Dojechałam i w dodatku wygrałam jeszcze o prawie 3 minuty ! Ja siebie bardzo rzadko chwalę, ale to co zrobiłam tego dnia w tym stanie jest dla mnie osobiście ogromnym szokiem - sama siebie zaskoczyłam. Mówią, że nadzieja umiera ostatnia, ale ja udowodniłam sobie, że prędzej podda się nadzieja bo ja na pewno nie! W tym miejscu DZIĘKUJĘ wspaniałej dwójce zawodników, którzy wiedzieli o moim stanie zdrowia i wspierali mnie na całej trasie, motywowali, pytali jak się czuję i pomogli mi uciec na ostatniej rundzie: Robert Wierucki - Legion serwis active jet oraz Jędrzej Konwerski (Twój numer startowy 33 będę pamiętać dosyć długo, bo patrzyłam się na niego całe 105 km), nie wiem czy to przeczytacie, ale BARDZO BARDZO WAM DZIĘKUJĘ ZA POMOC, ( może i ja kiedyś Wam pomogę). Czuję, że gdyby nie oni to ja tego etapu nie ukończę. Wracając natomiast do Marcina to z kolei gdyby nie on, to jest po mnie. Dlatego, jak już Marcinie wiesz, w ramach podziękowania, jedną z tych dwóch koszulek lidera, którą dostałam na Nowy Targ Road Challange podaruję Ci w prezencie, ponieważ niewątpliwie Ci się należy. Bowiem dzięki Tobie zrealizowałam swój cel i będę to pamiętać bardzo długo ! DZIĘKUJĘ! Co do samego wyścigu powiem krótko, kto nie był niech ŻAŁUJE!!!! To, co robi CEZARY SZAFRANIEC z całą ekipą i PRZEDE WSZYSTKIM ze swoją wspaniałą żoną KINGĄ SZAFRANIEC to jest coś NIEBYWAŁEGO ! Chylę czoła przed Wami! Jestem pełna podziwu dla tej Waszej organizacji. Brak mi słów,żeby to wszystko opisać. Niesamowite ciepło i energia od Was bije. Po II etapie było to widać bardzo, jak tak strasznie padało tam na górze przy mecie, ale ekipa organizatorów uśmiechnięta i zadowolona, a tyle pracy jeszcze było przed nimi. Ja nie wiem jak Wy to robicie, ale zaliczam kolejną imprezę pod Waszym patronatem i chętnie już dzisiaj bym wróciła z powrotem, co tak kapitalnie i bez zastrzeżeń jest to tam wszystko zorganizowane. Brawa! Brawa! Brawa! Robicie świetną robotę! Strasznie Was za to szanuję i podziwiam :) Bardzo serdecznie gratuluję kapitalnego wyniku Marcinowi, bo uwierzcie mi, że lekko w stawce facetów nie było. To nie są lekkie wyścigi, prestiż robi swoje i tam przyjeżdżają Ci najszybsi z Polski i zza granicy, a Marcin poradził sobie każdego dnia w tym towarzystwie wręcz po mistrzowsku! Wiedziałam, że da z siebie wszystko i też tak było! Dla Darka również kieruję gratulacje, bo chłopak każdy etap przejechał, dojechał i w dodatku z uśmiechem. On wie, że cenię sobie w nim te chęci i determinację by ciągle iść do przodu - brawa! Bo jak to mówią dopóki walczysz- jesteś zwycięzcą :) Dziękuję również wszystkim zawodniczkom za świetną walkę, a szczególnie niesamowitej Dorocie Gąsiewcz (podziwiam i gratuluję formy) oraz swojej kilkuletniej koleżance Kamili Biernat, która moim zdaniem chyba wciąż i nadal nigdy nie jest po wyścigu zmęczona :). Do zobaczenia niebawem !

06.06.2018 06:56:44,Młynek Andrzej

Piękna relacja. Teraz wiem, czemu "tylko" 3 min na ostatnim etapie. Gratulacje za determinację i walkę. Marcin jesteś wielki, dzięki. Ładnie się czyta o Takiej Drużynie.

06.06.2018 12:13:14,Matuszak Sebastian

Cóż za relacja, a mając w pamięci mój poranek na obozie w Bukowinie przed wyjazdem na Śląski Dom, "prawie" wiem z autopsji, co czułaś. Tym bardziej ukłony, gratulacje i na stojąco. Natomiast postawa Marcina, iście rycerska, Marcin.

15.06.2018 06:57:34,Dariusz Grelowski

Brawo, gratulacje. Za wynik i postawę drużynową

24.06.2018 17:59:37,Rygała Agnieszka

Angela jeszcze raz OGROMNE GRATULACJE !!!


Najbliższe treningi
Trening 10
Dnia 24.03.2019
Godzina: 11:00



Ostatni trening
Trening 9
Dnia 17.03.2019
Godzina: 11:00



zobacz wszystkie

Najbliższe treningi juniorzy
IV trening
Dnia 23.03.2019
Godzina: 11:00
Junior
Opiekun



Ostatni trening juniorzy
III trening
Dnia 18.03.2019
Godzina: 16:00



zobacz wszystkie

Najbliższe zawody
Cykl:31.03.2019 10:00


Ostatnie zawody
:01.01.1970 01:00
Rozegrano

zobacz wszystkie



Marzena Erm



Od 2004 roku we wrześniu spotykamy się na "Rajdzie z metą na Równicy". Zbiórka jest na placu autobusowym przy KWK "Zofiówka". Wspólnie jedziemy do mostu w Ustroniu, gdzie zaczyna się podjazd pod Równicę. Po drodze można w każdym miejscu do nas dołączyć. Start wspólny do wyścigu jest na początku mostu i ścigamy się do linii poboru opłat na Równicy (5 km). Po przyjechaniu wszystkich uczestników udajemy się na mały poczęstunek do schroniska. Zapraszamy wszystkich chętnych.

logo


Ustroń, ul. Skalica

ostatnie wyniki


Stowarzyszenie Klub Kolarski JAS-KÓŁKA zrzesza amatorów dwóch kółek. Naszą kadrę tworzą zarówno rowerzyści, którzy cenią sobie przejażdżki po okolicy, jak i Ci, którzy lubią się pościgać w różnych amatorskich wyścigach. Organizujemy treningi, obozy oraz wyścigi w wspólnym gronie, na które zapraszamy wszystkich chętnych. Członkostwo w klubie jest dla wszystkich, którzy zaakceptują Statut i uchwały oraz uzyskają akceptację Zarządu. Jednym zdaniem - JAS-KÓŁKA jest otwarta dla wszystkich.

skład

19 stycznia 2013r. odbyło się zebranie założycielskie, na którym klub, w obecności 22 osób, przyjmuje oficjalną nazwę Stowarzyszenie Klub Kolarski JAS-KÓŁKA. W skład zarządu wchodzą: Andrzej Młynek - prezes, Eugeniusz Małyjurek - członek, Dariusz Puzoń - członek. Zaś Komisję Rewizyjną tworzą: Marcin Kowol - przewodniczący, Bartłomiej Pala - członek, Piotr Piwoński - członek. 22 lutego zostajemy zarejestrowani w Urzędzie Miasta, otrzymujemy numer ewidencyjny 44. 1 marca otrzymujemy REGON nr 243193367, a 4 marca NIP nr 6332231649. 3 marca startuje strona internetowa www.jas-kolka.pl.
W dniu 11.02.2017r. odbyło się zebranie sprawozdawczo-wyborcze, na którym podsumowano ostatnie cztery lata i wybrano nowe władze klubu. Po wspólnym głosowaniu na stanowisku Prezesa pozostał Andrzej Młynek, do Zarządu zostali powołani Dariusz Puzoń, oraz Dominik Rygała, a do Komisji Rewizyjnej wybrano Marcina Kowola, Sebastiana Matuszaka i Eugeniusza Małyjurka.

statut

likebox