Koncentracja to umiejętność myślenia zupełnie o niczym, wtedy gdy jest to absolutnie konieczne.

Ray Knight


Galeria Zdjęć Filmy Forum

News

KRAKONOŠŮV CYKLOMARATON

image

19.06.2019 00:40, Szatkowska Aleksandra
Również Piotr Kukla nie zwalnia tempa i kontynuuje swoje starty w czeskich zawodach, na których naprawdę można się nieźle wyjechać!

Krakonošův Cyklomaraton to wyścig odbywany w Karkonoszach. Zawodnicy do wyboru mieli dwa warianty trasy – krótszą (125 km w poziomie i 1777 m w pionie) oraz dłuższą (172 km w poziomie i 2999 m w pionie). Na wspólnym starcie obu dystansów zjawiło się prawie 700 kolarzy, w tym naprawdę czołówka amatorskiego kolarstwa czeskiego. Wśród prawie 300 śmiałków, którzy odważyli się na dłuższą i trudniejszą wersję trasy, znalazła się także jedna Jas-Kółka. Nikogo nie zdziwi fakt, że jest nią lubiący górskie wyzwania Piotr Kukla. Dystans, na którym rywalizował prowadził po pętli czesko-polskiej na terenach na południe od Karpacza i Kamiennej Góry. Zarówno start, jak i meta, miały miejsce w czeskiej miejscowości Dolní Staré Město Trutnov.

 

W sobotę na starcie panował upał, termometry pokazywały 35˚C, a na dodatek naszego zawodnika nieco zawiodło zdrowie. Mimo wszystko Piotrek z twardej skały jest zbudowany i nie poddał się, walcząc dzielnie na trudnej trasie. Zdecydowaną większość trasy pokonał samotnie, a mimo wszystkich przeciwności uzyskał rewelacyjny czas 05:44:50, co pozwoliło mu zająć wysokie 76 miejsce OPEN oraz 18 w kategorii mężczyzn 18-29 lat! Jego prędkość średnia wyniosła 30 km/h, co jest naprawdę niezłym wyczynem na tak długiej i ciężkiej trasie, szczególnie biorąc pod uwagę, że zdrowie nie pozwalało mu na wykorzystanie w pełni swojej formy! A o skali trudności wyścigu zdecydowanie świadczy fakt, że co 6 zawodnik nie ukończył tego dystansu.

 

Serdecznie gratulujemy Piotrkowi kolejnego świetnego występu w tym sezonie! Dziękujemy, że reprezentuje nas na tak prestiżowych, zagranicznych wyścigach i życzymy dużo zdrowia, bo nie wątpimy, że z taką formą jego wyniki będą robić jeszcze większe wrażenie, niż robią teraz! Życzymy także powodzenia w dalszej części sezonu, bo mamy nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będziemy mogli przeczytać o jego fantastycznych wynikach!

Komentarze

19.06.2019 10:35:30,Dariusz Grelowski

Brawo Peter:)

19.06.2019 15:50:54,Młynek Andrzej

Darek, Peter chyba nie jest tak mocny w górach, jak nasz Piotrek :)) Brawo za podjęcie ciężkiego wyzwania, w Czechach startują byli i obecni zawodnicy, więc poziom jest bardzo, bardzo wysoki, dlatego każde podjęte wyzwanie zasługuje na słowa pochwały, a czas i pozycja Piotrka zasługuje na wielkie, wielkie gratulacje.

20.06.2019 17:27:51,Sojecki Paweł

Gratulacje Piotrek super wynik !!

21.06.2019 16:36:36,Kukla Piotr

Dzięki. Poziom wyścigu był bardzo wysoki a rywalizacja stała na bardzo wysokim poziomie. Większość zawodników z czołówki tych zawodów posiada licencje a pierwsza dwójka ma za sobą starty w wyścigach World Tour. Na trasie panował straszny upał, temperatura dochodziła do 35 stopni. Na trasie były zapewnione wodopoje i bufety a i tak spora część zawodników walczyła z odwodnieniem na podjeździe pod Przełęcz Okraj. Po czeskiej stronie kapitalne podjazdy i niebezpieczne zjazdy. Jeden z podjazdów swym klimatem przypominał końcówkę Pętli Beskidzkiej sprzed kilku lat. Żar lejący się z nieba, wąska i sztywna niekończąca się droga a na szczycie punkt kontrolny i wodopój na którym więcej wody poszło na schłodzenie zawodników niż na nawodnienie. Podjazd moim zdaniem trudniejszy niż Koczy Zamek z Kamesznicy i dłuższy niż Kocierz ul. Widokową. Jeden z trudniejszych jakie miałem okazję podjeżdżać. Po podjeździe bardzo niebezpieczny odcinek, miejscami brak asfaltu, wąsko, zakręty i jeden moim zdaniem za mało zabezpieczony odcinek. Przed jednym z ciasnych zakrętów około 120 stopni, nie było barierek, droga wąska i przepaść w którą łatwo było wpaść a zabezpieczenia nie było żadnego. To jedno z niewielu niedociągnięć organizacyjnych. Nagrodą za ten odcinek był bardzo piękny widok na Karkonosze ze Śnieżką jak na dłoni. Poziom organizacji był równy poziomowi zawodów. Bogaty pakiet startowy, ciekawa, trudna i zabezpieczona trasa, bufety w odpowiednich miejscach oraz bardzo przyjemna atmosfera po zawodach. Większość polskich organizatorów może się od Czechów uczyć i brać z nich przykład.

21.06.2019 16:45:25,Kukla Piotr

Dłuższa relacja z zawodów: Po nocnych problemach zdrowotnych i około 2 godzinach snu nie czułem się najlepiej. Chciałem zrezygnować ze startu ale osobisty motywator i odebrany dzień wcześniej pakiet startowy przesądził o tym, że zdecydowałem się na start. Udało się zjeść lekkie śniadanie co uznałem za dobry znak. Podczas rozgrzewki nie byłem w stanie generować takich mocy jak podczas treningów a rosnąca temperatura i wiejący w twarz silny wiatr nie ułatwiał zadania. Gdy już dojechałem do Trutnowa i zauważyłem ile wszędzie jest ludzi to czym prędzej zająłem miejsce w sektorze. Przypadło mi miejsce w górnej połowie stawki co i jest dużą różnicą w porównaniu do poprzedniego wyścigu. Dodatkowo trafiłem na jedno z osłoniętych przed bezpośrednimi promieniami słonecznymi miejsce w sektorze co ułatwiło oczekiwanie na start. Ciekawostką jest, że sygnałem do startu był wystrzał z wojskowej armaty. Już na starcie ktoś przede mną miał problem z ruszeniem i zanim wyminąłem to straciłem kilka cennych pozycji. Przejazd przez miasto szybki i nerwowy, ruch niby zabezpieczony ale co jakiś czas pojawiały się samochody stanowiące problemy dla jadącego całą ławą peletonu kolarzy. Na rondach trzymałem się prawej strony, była to bezpieczniejsza ale powodująca straty pozycji opcja. Nie czułem się pewnie i z miasta wyjeżdżałem na bardzo odległej pozycji. Później stawka zaczynała się rozciągać a ja znalazłem lukę po prawej stronie. Byłem całkowicie osłonięty od wiatru i zaczynałem powoli przesuwać się do przodu. Tempo było konkretne i na dłuższym podjeździe peleton się podzielił. Mocna jazda pozwoliła mi się znaleźć tuż za zasadniczą grupą. Przed zjazdem miałem kilka metrów straty, jak się okazało nie do odrobienia. Szaleńcze tempo na zjeździe pozwoliło urwać wszystkich a także wyprzedzić kilku dodatkowych zawodników. Goniłem dalej bez większych efektów, w końcu złapałem jakąś grupkę i stwierdziłem, że dalsza pogoń nie ma sensu. Do mety ponad 150 kilometrów, żar leje się z nieba, mocna jazda wymusza przyjmowanie większej ilości płynów a na dobry wynik szans przy tym poziomie rywalizacji nie było. W Lubawce uformowała się fajna grupka w której współpraca układała się wzorowo. Na dłuższych prostych było widać dużą grupę z przodu ale szans na dogonienie nie było. Gdy pojawił się podjazd to trochę się porozrywało. Po zjeździe ponownie stworzyliśmy grupkę i przez kilkanaście kilometrów współpraca się układała, do czasu gdy dojechała do nas czołówka z krótszego dystansu. Z ciekawości zerknąłem na średnią. Na odcinku 50 kilometrów z około 300 metrowym przewyższeniem wynosiła ona ponad 36 km/h. Peleton krótszego dystansu startującego 5 minut po nas musiał mieć około 40 km/h, to jest kosmos. Nawet najlepsi kolarze świata rzadko osiągają takie prędkości na początku wyścigów. Niekorzystną stroną tej sytuacji był fakt, że wraz z czołówką krótszego dystansu dojechali do nas zawodnicy którzy zostali za nami przed wjazdem do Polski. Na szczycie ostatniego przed Lubawką podjazdu miałem dostać pełny bidon i zapas żeli energetycznych. Wypatrując czekającej na mnie dziewczyny przestałem się skupiać na drodze i sporo osób mi odjechało. Złapałem w locie bidon i szybko wrzuciłem żele do kieszeni, musiałem gonić grupę i dlatego nie kalkulowałem na zjeździe. Po wjeździe do Lubawki pojawiła się kostka brukowa a na niej cała masa bidonów zgubionych przez kolarzy. Po objechaniu rynku pojawił się wodopój na którym się zatrzymałem w celu schłodzenia. Ciężko było ruszyć dalej i fajna grupka odjechała. Goniłem dosyć długo, z tyłu nie było nikogo widać i jedyną opcją była próba pogoni. Kilka grup było w zasięgu i najpierw dojechałem do jednej, potem wraz z innymi przeskoczyłem do drugiej. Do początku trudniejszej części podjazdu na przełęcz Kowarską trzymałem się raczej z tyłu a gdy nachylenie wzrosło to zacząłem zbliżać się do czuba aż wyszedłem na czoło grupy. Nie narzuciłem wcale mocnego tempa a grupa zaczynała się dzielić. Przed skrętem na Okraj zaczynałem już doganiać pojedynczych zawodników z wcześniej jadących grup. W końcu znalazł się ktoś kto zdecydował się jechać moim tempem. Nie byłem zadowolony z tempa w jakim wjechałem na przełęcz Okraj. Za przełęczą był pierwszy tego dnia bufet żywieniowy. Zaskoczony byłem szybkością obsługi, kilkadziesiąt osób na bufecie obsługiwane było w tempie ekspresowym. Po napełnieniu bidonów nie mogłem sobie odmówić kilku kawałków arbuza i straciłem dodatkową minutę. Długi i nudny zjazd w stronę Czech zacząłem samotnie. Nawierzchnia pozostawiała dużo do życzenia i na jednym z wybojów spadł mi łańcuch. Szybko pozbyłem się usterki i już na wypłaszczeniu wyprzedziłem jednego zawodnika. Odbiłem w prawo na dodatkową pętlę obejmującą trzy podjazdy, czułem na plecach dużą grupę ale wiedząc, że lada moment zacznie się bardzo trudny podjazd specjalnie nie czekałem na nich. Przed rozpoczęciem wspinaczki zacząłem doganiać pojedynczych zawodników, widząc przed sobą znak oznaczający początek podjazdu osoba kierująca ruchem nakazała skręcić w lewo. Na horyzoncie pojawiła się ściana do nieba. Przed podjazdem termometr wskazywał ponad 35 stopni a nic nie wskazywało, że podjazd szybko się skończy. Chcąc mieć ten podjazd za sobą postanowiłem jechać mocno, motywacją był wodopój na szczycie. Był to jeden z mocniejszych akcentów w tym wyścigu, zostawiłem jeszcze rezerwy bo odcięcie prądu w tym momencie nie było wskazane. Widząc ile osób jedzie slalomem a nawet prowadzi rower pod ten morderczy podjazd moja motywacja wzrosła. Na szczycie musiałem napełnić bidon a dobry litr wody poszedł na schłodzenie ciała. Po wspinaczce zaczął się długi odcinek wyłączony z ruchu. Początek prowadził bardzo złą, momentami szutrową nawierzchnią. Nie widząc nikogo przed sobą nie wiedziałem jakie tempo trzymać, do mety zostało około 60 kilometrów. Wiedziałem, że tempo jakie trzymałem przez sporą część dystansu było odpowiednie i starałem się trzymać podobną moc. Lepiej zjeżdżający i być może lepiej znający teren zawodnicy dojechali do mnie ale na początku kolejnego podjazdu swobodnie odjechałem. Wtedy też wyłączył mi się licznik, okazało się, że to bateria. Włączyłem aplikację w telefonie zapominając o konfiguracji czujników. Dojechałem do bufetu na którym znowu straciłem cenny czas. Najedzony, nawodniony i zaopatrzony w odpowiednią ilość jedzenia i picia ruszyłem na ostatnie 44 kilometry. Gdy byczyłem się na bufecie to kilku zawodników zdołało odjechać. Pomimo faktu, że ruszyłem w małej grupce do mety to na początku kolejnego podjazdu już zostałem sam. Na około 20 kilometrów przed metą profilaktycznie zażyłem magnez. Łyknąłem jeszcze kilku zawodników i gnałem w kierunku mety. Gdy byłem pewny, że do mety dojadę sam to dojechała do mnie dobrze współpracująca grupa. Zmotywowałem się do mocniejszej jazdy a na ostatnim krótkim podjeździe przed wjazdem do Trutnowa dałem na tyle mocną zmianę, że rozerwałem grupę. Dwóch zawodników spokojnie odjechało a z tyłu jechali pojedynczy zawodnicy. Nie dałem się już wyprzedzić a finisz o 75 miejsce na kostce brukowej nie miał sensu. Byłem bardzo zadowolony, że przetrwałem w tych morderczych warunkach. Zachowałem dużo sił i nawet gdyby dystans wyścigu miał ponad 200 kilometrów to spokojnie dałbym radę go przejechać w podobnym tempie. Nie patrzyłem na wynik, wiedziałem, że do czołówki starta jest ogromna a spodziewane miejsce oscylowało mniej więcej w połowie stawki. Na mecie nie miałem ochoty na jedzenie i szybko dobrałem się do butelki wody. Później postanowiłem coś zjeść ale z trudem wcisnąłem porcję bardzo dobrego gulaszu. Dopiero kilka łyków bezalkoholowego piwa przywróciło mój żołądek do normalnego stanu. Po około godzinie od wjazdu na metę ruszyłem w rozjazdowym tempie w kierunku Lubawki. Biorąc pod uwagę problemy jakie miałem w ciągu ostatnich kilkunastu godzin przed startem, przyjętą taktykę i warunki pogodowe to spisałem się całkiem dobrze. Po dokładnej analizie wyników stwierdziłem, że wiele lepiej być nie mogło. Nie wiem jakby skończył się dla mnie ten wyścig gdybym zaryzykował jazdę mocnym tempem od startu do mety. Strata do dużo lepszych miejsc wyszła ogromna i ciężko jest powiedzieć czy dałbym rade przejechać trasę np. 20 minut szybciej. Kolejny plus to trzeci już w tym roku start w którym nie miałem problemów ze sprzętem, może pech mnie już opuścił. Mniej istotną sprawą jest fakt, że kolejny wyścig przejechałem ze średnią prędkością ponad 30 km/h. Dobrane tempo i ilość jedzenia i picia było idealne i nie przytrafił mi się nawet najmniejszy kryzys który miałby wpływ na moją jazdę. Jedyny minus to moja niedyspozycja zdrowotna i niezbyt dobre przygotowanie do jazdy w upale. Organizacja wyścigu jeszcze na wyższym poziomie niż podczas Mamut Tour. Profesjonalnie zorganizowane biuro zawodów, podział startów na dwa dystanse był dobrym ruchem ale start krótszego dystansu powinien być około 15 minut później aby zawodnicy z dłuższego dystansu mieli lepszy komfort na trasie i pierwszych bufetach. Profesjonalnie oznaczona i zabezpieczona trasa. Nie było żadnej dziury przed którą nie było oznaczenia, wszystkie strzałki były widoczne. Ruch był zabezpieczony na całej długości trasy, wszystkie skrzyżowania obstawione przez służby, na niebezpiecznych zjazdach i zakrętach stali ludzie z gwizdkami i na trasie naliczyłem się chyba tylko dwóch niebezpiecznych miejsc w których brakowało oznaczeń. Służby były na trasie do ostatniego zawodnika co w Polsce rzadko się zdarza. Bufety super zorganizowane i zaopatrzone. Dla najlepszych zawodników przygotowane były bidony, oprócz tego duże baniaki z wodą z kranikami do samoobsługi, masa kubków z wodą i izo oraz duża ilość jedzenia. Bufetowi wykonywali swoją prace bardzo profesjonalnie. Mały minus można postawić przy trasie ale dużo lepszych dróg w okolicy chyba nie ma a układ trasy był ciekawy i przy spokojniejszej jeździe można było podziwiać piękne widoki. Wyścigi w Czechach są godne polecenia. Organizacja na wysokim poziomie, bardzo wysoki poziom sportowy i ciekawe trasy. Po dwóch startach w Czechach mogę stwierdzić, że wolę przyjechać na 70 miejscu w wyścigu z silną i międzynarodową obstawą niż zająć 5 miejsce w lokalnych zawodach. Wiem, że dużo mi brakuje do najlepszych i podczas tych dwóch wyścigów zebrałem całą masę cennego doświadczenia które mam nadzieję zaprocentuje w przyszłości. Polecam każdemu wyścigi w Czechach, poziom sportowy jest tak zróżnicowany, że każdy znajdzie odpowiednią grupę a satysfakcja z udziału i ukończenia jednego z tych kultowych już wyścigów jest ogromna.

21.06.2019 17:52:50,Matuszak Sebastian

Gratulacje .

21.06.2019 19:56:57,Otfinowski Grzegorz

Piotruś fantastycznie opisałeś swoje wrażenia . Wielkie graty za postawę.Super że jesteś zadowolony z tego startu , ostatnio rzadko byłeś! Nie mogę tylko jednego pojąć, jak mogłeś po takim wysiłku , w takim hycu przełknąć browara bez tego co najważniejsze w nim !

21.06.2019 21:22:45,Kukla Piotr

W bufecie nie było innego a we wszystkich lokalach były duże kolejki. Wieczorem już był normalny browar.


Najbliższe treningi
Trening 56
Dnia 22.08.2019
Godzina: 16:00



Ostatni trening
Trening 55
Dnia 21.08.2019
Godzina: 16:00



zobacz wszystkie

Najbliższe treningi juniorzy


Ostatni trening juniorzy
XLVIII trening
Dnia 20.08.2019
Godzina: 10:00



zobacz wszystkie

Najbliższe zawody
Górskie Mistrzostwa JAS-KÓŁEK:01.09.2019 09:00

Rajd z metą na Równicy:15.09.2019 07:00


Ostatnie zawody
Cykl:31.03.2019 10:00
Rozegrano

zobacz wszystkie



Marzena Erm



Od 2004 roku we wrześniu spotykamy się na "Rajdzie z metą na Równicy". Zbiórka jest na placu autobusowym przy KWK "Zofiówka". Wspólnie jedziemy do mostu w Ustroniu, gdzie zaczyna się podjazd pod Równicę. Po drodze można w każdym miejscu do nas dołączyć. Start wspólny do wyścigu jest na początku mostu i ścigamy się do linii poboru opłat na Równicy (5 km). Po przyjechaniu wszystkich uczestników udajemy się na mały poczęstunek do schroniska. Zapraszamy wszystkich chętnych.

logo


Ustroń, ul. Skalica

ostatnie wyniki


Stowarzyszenie Klub Kolarski JAS-KÓŁKA zrzesza amatorów dwóch kółek. Naszą kadrę tworzą zarówno rowerzyści, którzy cenią sobie przejażdżki po okolicy, jak i Ci, którzy lubią się pościgać w różnych amatorskich wyścigach. Organizujemy treningi, obozy oraz wyścigi w wspólnym gronie, na które zapraszamy wszystkich chętnych. Członkostwo w klubie jest dla wszystkich, którzy zaakceptują Statut i uchwały oraz uzyskają akceptację Zarządu. Jednym zdaniem - JAS-KÓŁKA jest otwarta dla wszystkich.

skład

19 stycznia 2013r. odbyło się zebranie założycielskie, na którym klub, w obecności 22 osób, przyjmuje oficjalną nazwę Stowarzyszenie Klub Kolarski JAS-KÓŁKA. W skład zarządu wchodzą: Andrzej Młynek - prezes, Eugeniusz Małyjurek - członek, Dariusz Puzoń - członek. Zaś Komisję Rewizyjną tworzą: Marcin Kowol - przewodniczący, Bartłomiej Pala - członek, Piotr Piwoński - członek. 22 lutego zostajemy zarejestrowani w Urzędzie Miasta, otrzymujemy numer ewidencyjny 44. 1 marca otrzymujemy REGON nr 243193367, a 4 marca NIP nr 6332231649. 3 marca startuje strona internetowa www.jas-kolka.pl.
W dniu 11.02.2017r. odbyło się zebranie sprawozdawczo-wyborcze, na którym podsumowano ostatnie cztery lata i wybrano nowe władze klubu. Po wspólnym głosowaniu na stanowisku Prezesa pozostał Andrzej Młynek, do Zarządu zostali powołani Dariusz Puzoń, oraz Dominik Rygała, a do Komisji Rewizyjnej wybrano Marcina Kowola, Sebastiana Matuszaka i Eugeniusza Małyjurka.

statut

likebox