Zawsze będę kimś, kto chce okazać się lepszy niż inni. Uwielbiam współzawodnictwo.

Jean-Claude Killy


Galeria Zdjęć Filmy Forum

News

IX ŚLĄSKI MARATON ROWEROWY

image

20.06.2018 08:54, Szatkowska Aleksandra
W weekend mogliśmy oglądać naszych zawodników wszędzie – od Danii, przez Czechy, ziemie dolnośląskie oraz sandomierskie, aż w końcu po nasze śląskie tereny! Ostatnimi zawodami, w których mogliśmy kibicować Jas-Kółkom był Śląski Maraton Rowerowy, z którego przywozimy kolejne trofea!

Trasa wyścigu miała formę pętli o długości 100 km, którą w zależności od chęci można było pokonać od jednego do siedmiu razy. Start oraz meta miały miejsce w Mszanie, a trasa przebiegała przez m.in. Jastrzębie-Zdrój, Zebrzydowice, czeskie Petrovice, Godów, Gorzyce, Krzyżanowice, Racibórz, Lubomię, Rogów i Wodzisław Śląski. Przewyższenia na jednej pętli wynosiły 450 m. Limit na 100 km wynosił 5 godzin, na 200 km – 10 godzin, na 400 km i 500 km – 24 godziny.


I tak na dystansie 500 km (2250 m w pionie) zwycięzcą został nasz zawodnik Andrzej Jagiełło! Pierwsze miejsce zapewnił mu fenomenalny czas 17:05:13, a jego prędkość średnia wyniosła ponad 29 km/h! Nad drugim zawodnikiem Andrzej wykręcił ponad minutową przewagę, natomiast trzeci zawodnik stracił do Jas-Kółki ponad godzinę. Jest to pierwsze zwycięstwo Andrzeja w zawodach, więc podwójne gratulacje!

O jedną pętlę mniej przejechał natomiast Wojciech Jaworek, który tak wkręcił się w ultra dystanse, że... stanął na najniższym stopniu podium, które również było jego pierwszym pudłem w zawodach! A zapewnił mu to czas 18:34:56.

Na dystansie 200 km poharpaganił nie kto inny jak Grzegorz Otfinowski, którego kapitalny czas 02:50:18 zapewnił 2 miejsce! Prędkość średnia Otfina była pierwszorzędna i wyniosła 34,3 km/h!
Pół minuty po nim na metę wpadł Marcin Kowol, którego również rewelacyjny czas 05:50:50 dał miejsce 3, czyli znów dwie Jas-Kółki na podium! Jego prędkość średnia także zasługuje na podziw, bo wyniosła 34,2 km/h! 
Trzecim nasz zawodnik również poradził sobie fantastyczne i tak Marcin Stefaniak z czasem 05:52:44 uplasował się na 5 miejscu, a prędkość średnia jaką wykręcił oscylowała w okolicach 34 km/h! Zawodnicy z 200 km mogą się pochwalić nie tylko świetnymi wynikami, ale także i zdecydowanie najlepszymi kibicami, którzy na trasie dopingowali ich z zagrzewającym do boju transparentem!

Natomiast na dystansie 100 km mieliśmy jednego reprezentanta – Sebastiana Marchlewskiego, który bardzo dobrze poradził sobie z trasą i linię mety minął w czasie 03:16:20.


Bardzo serdecznie gratulujemy naszym harpaganom fenomenalnego występu na rodzimych ziemiach! Rozpiera nas ogromna duma, że mamy w swoich szeregach takich wspaniałych zawodników! Dziękujemy im za godne reprezentowanie drużyny i życzymy kolejnych sukcesów w nadchodzących imprezach kolarskich!

Komentarze

20.06.2018 09:53:25,Sojecki Paweł

Gratulacje dla zwycięzcy i dla Wszystkich za godne reprezentowanie. Mszana zawsze bliska mojemu sercu, tutaj stawiałem pierwsze kroki w ultra. Trochę te pętle mogły by być zamienione w jedną większą ale organizacyjnie było by to większe wyzwanie. Miałem jechać ten maraton ale z lekka jestem zarżnięty chwilowo ;-)

20.06.2018 10:50:39,Jaworek Wojciech

Taka to oto krótka historia:) Po wyczytaniu nazwisk uczestników do stawienia się na linii startu, na dystansie 400km. podszedłem i przywitałem się z uczestnikami. O ile dobrze policzyłem było nas 10 osób. Start 15.20 i się zaczęła moja podróż, kolarza-turysty :) Pierwsza setka, tuż po starcie czterech poszło razem, ani myślałem jechać z nimi, bo wiedziałem kto tam jedzie i jakie będą mieć tempo. Ja piąty spokojnie pierwsze kilometry jako rozgrzewka. Nie oglądam się za siebie, nie czuję nikogo na plecach, w końcu słyszę kogoś na wzniesieniu, ja dalej spokojnie on szarpie, ogląda się za siebie, przyspiesza, zwalnia, ja swoje i go gubię nieświadomie. W Ruptawie kolejny mnie wyprzedza, ale żaden nie nawiązuje współpracy i też go gubię. Na płaskim (tak jak by gdzieś czekały góry) dwa razy trzymałem koło kolegów z dystansu 300km, w sumie teraz już wiem i wyszło nie całe 40km. Po trasie wyprzedzałem uczestników którzy wystartowali przede mną i oczywiście w bezpieczny sposób, aby nikogo nie przestraszyć pozdrawiałem. Jeden starszy uczestnik w koszulce 1008km odpowiedział " witam również pierwszego normalnego który się przywitał". To już teraz wiedziałem dlaczego na starcie co poniektórzy dziwie na mnie patrzyli jak podchodziłem i witałem się. Na starcie nie było 80 czy 126 osób jak na innych zawodach, więc uznałem to za normalne. Reszta pierwszej pętli bez przygód. Po odbiciu dyskietki około 50m pieszo do auta i krótki odpoczynek. Druga setka, na drugą rundę wyruszyłem 10min. przed założonym planem czyli zamiast po 4godz. wyruszyłem po 3.50min . Jechałem cały czas sam i swoje tempo. Po 140km wykorzystałem swoje dodatkowe 10min na nie planowany odpoczynek przed wjazdem na odcinek z którego wiał czołowy wiatr, tak wiało na pierwszym jak i na drugim okrążeniu. Nie miałem co liczyć na to, że gdy pojadę w przeciwnym kierunku to pojadę z wiatrem. Na tym okrążeniu zaliczyłem chyba wszystkie możliwe czerwone światła jakie były. Dotarłem do bazy i odbiłem dyskietkę, dostałem makaron do zjedzenia i poszedłem znowu pieszo do auta. Miałem nie całe 27min czasu na przebranie i odpoczynek do założonego planu. Trzecia setka, nie umiałem w ogóle pozbierać się do kupy i trzymać się ustalonego planu. Ubrałem długie spodnie, bluzę z długim rękawem, założyłem latarkę i z 20min. opóźnieniem wyruszyłem. Pierwsze 10km po odpoczynku nogi w ogóle nie chciały współpracować, średnia prędkość na tym odcinku to zaledwie 21km/h . To były najwolniejsze 10km na całym dystansie. Nie umiałem patrzeć na licznik, na to co mi pokazywał, więc zdjąłem go z kierownicy i schowałem w tylnej kieszonce. Z kilometra na kilometr pomału zmieniałem tempo, gdy już myślałem że wracam na właściwe tory, to spadła latarka z zaczepu i znowu postój. Po około 15min. jazdy od postoju odezwał się pierwszy raz pełen pęcherz, nosz nie mógł chwilę wcześniej? No dobra, szukam miejsca, załatwiam sprawę i jadę dalej. W między czasie na postoju wyprzedziło mnie trzech kolarzy maratonu, gdy ruszyłem za nimi, widziałem w oddali znikające czerwone punkciki, podkręciłem tempo i chciałem odrobić stracony czas. Gdy brakowało mi do nich około 100m zaczęły zamykać się szlabany na przejeździe kolejowym, oni przejechali pod nimi, ja się zatrzymałem i cierpliwie czekałem. Podczas jazdy zaczęły szwankować łożyska w lewym pedale, i już nie obracało się bez oporu, ech zawsze coś baletnicy przeszkadza. W Bolesławie w najgorszym momencie, pada bateria w latarce, więc znów postój. Wymieniam i jadę dalej. Na odcinku 50km tyle postojów i w głowie zaczynam liczyć ile już mam straty do swojego planu. W Syryni był odcinek gdzie asfalt jest z frezowany i gdy tylko na niego wjechałem znowu spadła latarka i dopiero wtedy zauważyłem że mocowanie jest pęknięte. Dobra ruszam i jadę dalej ale na tym odcinku trzymam tę latarkę ręką aby znowu nie spadła. Na granicy Buglowiec z Rogowem wyprzedza mnie Andrzej J. z kompanem z dystansu 500km. Ależ to było dla mnie dołujące że mam 100km straty, moje słowa wypowiadane w myślach na mój temat nie nadają się do publikacji, daj sobie chłopie spokój z tymi wyścigami, maratonami itd. Najwyżej to możesz z naszymi młodymi juniorami jeździć. Na liście historii Śląskiego Maratonu Rowerowego przewija się wiele klubowych "Jas-Kółkowych" nazwisk, które wzbudzają we mnie szacunek za czasy i osiągnięcia jakie uzyskały, a "jo" co? Kolarz od siedmiu boleści. Godzina 04.16 i 294km planowana przerwa, na wszystkich okrążeniach w tym samym miejscu, odczytuję zaległe SMS-y od żony i od bratniej duszy Grześka O. Odpisuję krótko, Grzesiowi tylko tyle że "mom doła", jadę do punktu kontrolnego. Odbijam dyskietkę biorę ciepły żurek i z buta ciulom do auta. Czwarta setka, odpinam już niepotrzebną latarkę, odczytuję SMS-y które stawiają mnie do pionu. Grzesiu pisze "Patrz na siebie! Jeszcze 100km i plan wykonany". No tak i zaczynam normalnie myśleć, przecież cel był jasny, o którym mówiłem wcześniej Grześkowi i tuż przed startem Andrzejowi J. 400km w pierwotnym limicie 20godz. i będę zadowolony. Gdy inni kończą 400km ja wyruszam na ostatnią rundę. Za daleko nie ujechałem i w Zebrzydowicach na stacji paliwowej musiałem skorzystać z toalety. Jaki byłem zaskoczony gdy pani pracująca tam odmówiła mi skorzystania z toalety. W pierwszej chwili wyszedłem, ale sprawa robiła się naprawdę trudna i wróciłem się. Po dłuższej konwersacji pani w końcu pozwoliła mi skorzystać z toalety. Trochę lżejszy wróciłem do swojej walki z samym sobą. Nic specjalnego się nie działo, oprócz przebiegającej sarny, tuż przede mną przez drogę. Tempo miałem spokojne, takie aby wyrobić się w planie. Przed Raciborzem znowu szukałem toalety i postój, ale tam przynajmniej mnie wpuszczono bez problemu. Na krańcach Raciborza dojechał do mnie jakiś cyklista i pyta gdzie jadę i czy może jechać za mną, odpowiadam że jadę w kierunku Rogowa i mam 370km w nogach i moje tempo na pewno będzie za słabe dla niego. Tylko tyle mu powiedziałem i nie byłem zbytnio chętny do dalszego dialogu. Mimo to on schował się za mną i tak jechał mi na kole. Dla mnie to był szok. Zamiast on mi dać koło, to ja jemu ha ha. Jechał tak za mną z pięć kilometrów, aż wyprzedzili nas kolarze z dystansu 200km i podczepił się pod nich, ale długo z nimi nie jechał bo go urwali. Gdy wyprzedzali mnie kolejni z 200, wiedziałem że za niedługo pojawią się "Jas-Kółki", no i długo nie czekałem, prawie w tym samym miejscu co Andrzej J. 100km wcześniej, słyszę gdzieś z oddali znajomy głos, to harpagan Otfin nadciąga, od razu banan na twarzy. Gdy wyprzedzają mnie dwa Marciny i Grzesiu w moim kierunku kierują słowa "jest dobrze". Do mety pozostało mi jakieś 25km, temperatura mocno rośnie a ja, jak niedźwiedź na ubierany, topię się jak bałwan. Zmęczenie dawało mi się już we znaki, tym bardziej że z jedzeniem miałem problemy. Na linię mety wtaczam się, odbijam dyskietkę i ..... już, koniec, dotarłem, patrzę na zegarek w telefonie i nie wierzę, że jestem poniżej 19-tu godzin. Jadę do auta, dzwonię do żony informując że dotarłem, ta szczęśliwa że Alf żyje i dojechał. Wyników w ogóle nie sprawdzałem, jakoś nie bardzo mnie to w tym momencie interesowało, byłem szczęśliwy że mimo kilku potknięć, pojechałem lepiej niż sobie zaplanowałem. Po powrocie do domu wszystko zostawiłem w aucie, rower, ciuchy, szybka kąpiel, śniadanie i w pielesze. O 14-tej budzi mnie żona, bo na 15-tą zaplanowano rozdanie pamiątkowych medali i certyfikatów. Zaglądam na wyniki a tam jakiś błąd, z 10-ciu startujących ukończyło 6-ciu, a ja na trzecim miejscu, nie nie, to na pewno błąd. Dobra cisnę moim Alienem po ten pamiątkowy medal, bo w końcu czymś kiedyś wnukom trzeba się pochwalić, tam spotykam Andrzeja J. z rodziną i dowiaduję się że Andrzej wygrał ten dystans, super, gratulacje i w ogóle zajebiście że wygrał z takim czasem. Za nie długo zjawia się Marcin K. i wspólnie czekamy na te pamiątkowe medale i certyfikaty. Wyczytują moje nazwisko, "lece" tam, odbieram medal, gratulacje, certyfikat i miałem pozować do zdjęć Marcinowi, ale nic innego i nikogo w tym momencie nie widziałem, tylko naszą klubową koszulkę, którą miał ubraną Andrzej i tam się skierowałem. Po wszystkim zeszliśmy pod główną scenę, gdzie dołączył do nas Grzesiu z szanowną małżonką. Zaczęły się dekoracje i wręczanie pucharów, dla najlepszych z danego dystansu. Pierwszy fantastyczny akcent w Mszanie dla Jas-Kółek Andrzej J. na najwyższym miejscu. Brawa. Następna dekoracja to 400km i tu wywołują moje nazwisko! Ja w szoku, kolarz-turysta na podium? Nie przygotowany, ubieram na szybko naszą czapeczkę oraz bezrękawnik. Nie dowierzam. A jednak, moja radość była tak wielka, jak bym zdobył co najmniej mistrzostwo w wadze ciężkiej. Następny na pudle stanął Grzegorz. Tu nie wiem co napisać, przyjechał na rozjazd czy trening i stanął na podium. Wielkie brawa dla Ciebie harpaganie. Rezultat 18:34:59 czterech liter nie urywa, nikt ze stołka nie spadnie, ale ja jestem zadowolony i ten maraton dał mi dużo radości, tym bardziej że ponad 90% jechałem sam na swój wynik. Dystans 400km to mój osobisty rekord. I to jest to, czerpać jak najwięcej radochy z pasji do dwóch kółek. Na tym maratonie z nikim się nie ścigałem, z nikim nie walczyłem chciałem po prostu jechać na "kole" i ukończyć go w założonym planie. Gratuluję również Sebastianowi M. oraz dwóm Marcinom za dobre wyniki oraz walkę.

20.06.2018 16:45:38,Marchlewski Sebastian

Wystartowalem w 3 grupie w ktorej mielismy naprawde kilku mocnych zawodnikow. Po starcie ja i Krystian Dębek prowadzilismy peleton do Petrowic nikt nam nie chcial zrobic zmiany zorientowalismy sie ze licza na podwozke po wjechaniu do Polski zmniejszylismy celowo tempo a mielismy nawet mocne srednia wychodzia 38km/h i od tamtej pory zaczely sie zmiany do punktu kontrolnego przez co nasza srednia wzrosla do 41kmh. Gdy zajechalismy na punkt kontrolnt odbilismy chipy i po uzupelnieniu bidonow zorientowalem sie ze zostalem praktycznie sam i wtedy dotarlo do mnie ze im chodzilo tylko o podwozke przez te 60km. Po ruszeniu z punktu kontrolnego mialem problem wskoczyc na tempo jakie mialem do punktu kontrolnego, po przejechaniu ok 8km wyprzedzal mnie zawodnik ktory okazalo sie jechal z nami w peletonie na podwozce bo konczyl dystans 700km i z jego ust slyszalem wskakuj na kolo damy rade ale mije nogi odmowily poslyszenstwa psycha siadla i mialem juz po zawodach zdecydowalem ze musze tylko dojechac po przejechaniu kilku kilometrow dojechal do mnie kolejny zawodnik Grzegorz z Ruptawy nazwiska nie pamietam i tak do samej mety jechalismy zeby tylko dojechac i zakonczylem dystans 100km z czasem 3h16minut20sek o niecale 8 minut jak 3 lata temu pokonalem pierwsza petle z dystansy 200km no trudno tak to juz bywa w kolejnym starcie bede pamietac jak nie jedzie nikt z klubu to musze liczyc tylkonna siebie i robic intensywniejsze treningi.

20.06.2018 20:00:33,Jaworek Wojciech

No i będzie korekta dla dystansu 200km. Brawo Marcin K. oraz Grzesiu.

20.06.2018 21:05:11,Rygała Dominik

Gratulacje Panowie, brawa za wyniki i miejsca na podium !!!

20.06.2018 22:31:03,Otfinowski Grzegorz

Chłopaki , no to jest genialna sprawa ! Co raz więcej startujących opisuje swoje wrażenia ! Walić stylistykę, interpunkcję i ortografię ,to w przekazie nie ma najmniejszego znaczenia ! Liczy się tylko sens i emocje jakie płyną z retrospekcji a nie babole jakie czasami się zdarzają ! Tylko Ci co nic nie robią , nie popełniają błędów . Brawo Wojtek i Seba za podzielenie się z nami swoimi emocjami,myślami z jakimi się biliście podczas jazdy. Takie mięcho najlepiej smakuje. A jednak będzie korekta wyników i dzięki temu Marcin K wskoczył na podium a ja stopień wyżej . Tylko ,że to już jest musztarda po obiedzie dla Marcina zwłaszcza! Zwycięzca uciekł nam na bufecie,może obawiał się że jas-kółki go rozpracują na finiszu ? Na półmetku ,na bufecie mówiłem koledze ,żeby się nie śpieszył ,poczekam . Na następnym on miał inne zdanie. Fakt jest taki ,że dawał najmocniejsze i najdłuższe zmiany i wygrał zasłużenie! Dzień wcześniej zrobiłem 200 km z ponad 2 tysie npm. Ale jadę bo kroi się niezła przygoda.Pierwsze kółko dosyć opornie szło ale drugie rozkręciłem już dobrze. Dzięki Marcinom za piękną wspópracę,wspólną przygodę, doping rodziny Marcina . Największe ukłony oczywiście dla Andrzeja ! To jest harpagan jakich mało. Wielki szacun i graty za czas jaki osiągnołeś na tak długim dystansie !!! Chłopaki łamią bariery słabości ludzkiej, tak bardzo przyzwyczajonej w dzisiejszych czasach do leżakowania. Zdobywają szczyty kolarskie ,marzenia i cele a wszystko to pod jedną flagą ! Tylko ja, tylko moja fana w połowie niedopasowana, a druga pożyczona. Ja się więc pytam ,czy jeszcze długo z tego powodu będzie bolała mnie głowa?

21.06.2018 09:34:48,Dariusz Grelowski

Brawo Chłopaki

21.06.2018 10:47:59,Młynek Andrzej

Brawa dla Was wszystkich. Andrzej trzecie podejście i w końcu wygrana, wielkie graty. Wojtek gratulacje za wynik i przejechany dystans, startując na 400 lub więcej km nie można myśleć o tym, że się słabo pojechało. To są dystanse na których trzeba jechać swoje, ponieważ, jak sam zauważyłeś, inni się przejechali. Jest masa różnych wyścigów, trzeba tylko znaleźć "Swój cykl" i ściganie będzie sprawiać niesamowitą frajdę, przez co treningi też będą motywować. Marcin super, że pilnujesz i dopominasz się o swoje. Myślę, że nie było celowe działanie orga, każdemu błąd się zdarza. Wszystko wyprostowane i podium jest wywalczone na trasie i na piśmie. Brawa dla Grzesia, ale tu oczekiwałem więcej. Przez to muszę wrócić do normalnych treningów i przypilnować poetę. Koniec rymowania, zaczynamy czas pedałowania. Gratulacje dla Marcina Stefaniaka i Sebastiana, bardzo dobre występy. Jeszcze raz ukłony w Waszą stronę.

21.06.2018 20:01:07,Jaworek Wojciech

Wszystkim bardzo dziękuję. Andrzej J. Marciny skrobnijcie coś dla nas:)

22.06.2018 09:28:54,Matuszak Sebastian

Wielkie Wielkie Gratulacje dla Was za czasy i wyniki. Andrzej Maga Brawa - I miejsce na dystansie 500 km, Wielki Szacun. Wojtek, Twoja relacja zwaliła mnie z nóg, wytrwałeś i wskoczyłeś na pudło, jeszcze raz piona dla Ciebie i Wielkie Gratulacje. Otfin i Marcin obok siebie na pudle, to musiał być piękny widok - Gratuluję harpagany. Brawa dla Marcina Stefaniaka i Seby za pot wylany na tych naszych asfaltach. Jas-Kółki .

22.06.2018 16:18:54,Jaworek Wojciech

Cieszę się że relacja się podobała, dzięki:)

22.06.2018 23:37:37,Jagiełło Andrzej

Ja z reguły nie lubię pisać i miałem nie pisać, ale tym razem chyba trochę nie wypada nic nie napisać. Mój wyścig rozpoczął się chyba już przed ekranem komputera, a dokładniej przy przeglądaniu list startowych (dystans 500km 2 grupa). Z doświadczenia z poprzednich edycji ŚMR wiedziałem, że jak 1gr będzie silna może pozbierać po drodze osoby z dystansów 600, 700 które z różnych przyczyn dało się dogonić. Taka grupa jest wtedy bardzo trudna do pokonania czasowo. Na szczęście była możliwość zmiany gr z czego też skorzystałem. Dzień startu zaczął się pechowo. Mocując zasilanie do lampki urwał mi się pasek i musiałem trochę pokombinować, żeby to wszystko trzymało się kupy. Na moje oko marnie to się trzymało, ale nic lepszego nie mogłem wykombinować. Do startu około 10 min więc jeszcze się trochę kręcę i rozglądam, słyszę znajomy głos o! Wojtek Jaworek (fajnie tak jeszcze porozmawiać z kimś znajomym przed startem). Opowiadam o mojej pechowej lampce i zauważam przetarty częściowo przewód zasilania. Na szczęście Wojtek był przygotowany i na taką okoliczność. Szybko zaizolował mi przewód owiną izolacją jeszcze akumulatorek do mostku tak, że teraz wszystko solidnie się trzymało. Czas startu, 1 gr. czytają nazwiska i koniec? Mnie tam nie było, szybko do organizatora o wyjaśnienie, chwila narad, szeptów, drapania po głowie i jest zgoda:) mogę startować w 1 gr. Startujemy leniwie po chwili formuje się kolumna. Jadę 5 od czoła i szok, pierwsze kilometry, a prędkość max 30km/h szybko przesuwam się na czoło dając zmianę, kręcę z 5 min spoglądam za siebie, a grupa jakieś 300m za mną. Zwalniam, aż mnie doganiają i uświadamiam ich, że za nami jest jeszcze 2gr na 500km i, że jak nas dogonią to lipa. Pomogło grupa ruszyła tak jak powinna nawet w pewnej chwili się wystraszyłem bo dwóch gości dawało tak silne i długie zmiany, a i z wyglądu wydawali się na bardzo mocnych , za mocnych jak dla mnie. Grupka mknęła kolejne kilometry w rytm szumu powietrza do około 50km bo przed Bojanowem rozerwała się i na punkcie kontrolnym zameldowało się nas z pięciu. Za Raciborzem doganiamy parę osób z 600-tki, a przed Wodzisławem kolejnych tak, że utworzyła się nowa spora grupa która współpracowała uczciwie. Przy ostatnim podjeździe zaczęła się mocno naciągać tak, że parę osób puściło koła. 1 setka , chwila przerwy na uzupełnienie bidonów, batonów i start. Tym razem tempo sporo powyżej 30km/h, niestety każda hopka połykała osoby z grupy tak, że w Zebrzydowicach jechaliśmy już we dwóch. Kolejne 50 km, doganiamy kolejne osoby, jest dobrze, ale tylko na chwile, bo prędkość zaś spadła do max 30 km/h. Szybka narada z kolegą z którym jadę od samego startu, czy jedziemy wolniej i w grupie kilkuosobowej czy jednak zwiększamy tempo i jedziemy sami. Decyzja padła, jedziemy sami może kogoś dogonimy z 700. Bojanów i kolejny punkt kontrolny, chwila przerwy rozeznanie czasowe u pomiarowca i zimny prysznic, bo goście z 700 są ponad 20 min przed nami :(. Ruszamy dalej z tempem tak samo wysokim, bo druga setka była mało wolniejsza od pierwszych 100 km gdzie jechało nas więcej. 3 setka była już wolniejsza, ale trudno się dziwić jechaliśmy we dwoje robiąc zmiany co 5 min i zanim coś człowiek dychnął czas było zaś ciągnąć. Pod koniec 3 setki zaczęliśmy dublować pojedyncze osoby, nawet podniosło to nas na duchu i dodało jakże potrzebnych sił. W Mszanie robimy dłuższą przerwę zjadamy żurek i pijemy kawę, jest nawet sporo osób jak na tak późną porę ( coś około 1;30). Czwarta setka bardziej na luzie, bo kolejnych osób z 500-tki ni widu ni słychu w dodatku nowy zapas sił, kolejne dublowane osoby, ale przede wszystkim z górki, coraz mniej km. :) Kolejny raz Bojanów, kolejne odbicie,kolejna butelka wody, chwila pogawędki, rozeznania i okazuje się że najbliższa osoba z 500 ma ponad godzinę straty do nas :))) Czyli jeśli nic się nie wydarzy pechowego będzie pudło! Racibórz przejechaliśmy nie wiadomo kiedy, może dlatego, że sporo rozmawialiśmy po drodze. Za Raciborzem rozmowy ustały to znak, że zaczął się podjazd i w głowie pierwsze kalkulacje, obserwacje. Zauważyłem, że słabnie na podjazdach co było motywujące dla mnie. Jednak na płaskim był lepszy ode mnie, ale wiedziałem, że meta jest na wzniesieniu. Tak czy tak miałem w głowie już jakąś taktykę .Jadąc kolejne kilometry zauważam osobę w jakże znajomych kolorach to przecież Wojtek J. Wcześniej przechodziły mi po głowie myśli, że może Go spotkam. Nawet przyglądałem się każdemu kogo mijałem wcześniej i gdy było bardziej ciemno, bo wiedziałem jaki ma plan na te 400 km. A tu On sam kończy 300 setkę i prawie 50% czasu zapasu. Ostatnią setkę rozpoczęliśmy w wschodzącym słońcu jednak chyba było najzimniej i trzeba było założyć rękawki,. Ostatni pomiar czasu w Bojanowie, prędkość spadła znacząco ale organizm jest jak by bardziej pobudzony nawet nie czuć, że się nie spało całą noc. Zaczynają się ostatni raz podjazdy, nawet tak sobie gadamy, że to ostatni raz itp. Już kalkuluję komu przypadnie ostatnia zmiana, prawdopodobnie na mnie i tak było :( Czas było nieco zwolnić aby nabrać sił, a przynajmniej nie utracić tak, aby bilans był podobny jak u kolegi za mną. Ostatni zjazd, a więc obydwoje odpoczywamy. Potem w miarę równo i dołek, kolega siedzi na kole (jak ja tego nie lubię) zaczyna się podjazd jadę wolno, bardzo wolno. Czekam na zakręt, bo gdy za szybko ruszę może braknąć mi sił i teraz! 4 koronka od góry jazda z pedała. Słyszę Go za plecami, zrzucam o dwie koronki niżej i teraz tylko, żeby z obrotów nie zejść widzę kreskę i jeest!!! Skręcam na plac schodzę z roweru, a jego nie ma. Jedzie, coś się stało? Nie, nie miałem już sił. Może tak było, może nie to już bez znaczenia w końcu udało się wygrać. Gratulacje Wojtek, żeby przejechać 400 sama siła nie wystarczy, trzeba być jeszcze twardym, aby pokonać własne słabości, bo przecież nie jeden rezygnuje, albo skraca dystans pod różnymi pretekstami, a często tak naprawdę po prostu poddaje się. Brawa dla Marcina S., Seby M. dla Grześka i Marcina K., który był najbardziej pokrzywdzony, bo został obskubany z całej tej oprawy dekoracyjnej, a i pewnie z chęci brania udziału w tym maratonie. BRAWO Jas-Kółki!

23.06.2018 16:31:01,Jaworek Wojciech

Bardzo dziękujemy! Super relacja!!

24.06.2018 17:49:29,Rygała Agnieszka

Serdeczne gratulacje dla Was, relacje fajnie się czyta, ale wynika, że łatwo nie było za co jeszcze większy szacun !!!!


Najbliższe treningi
Trening 10
Dnia 24.03.2019
Godzina: 11:00



Ostatni trening
Trening 9
Dnia 17.03.2019
Godzina: 11:00



zobacz wszystkie

Najbliższe treningi juniorzy


Ostatni trening juniorzy
IV trening
Dnia 23.03.2019
Godzina: 11:00



zobacz wszystkie

Najbliższe zawody
Cykl:31.03.2019 10:00


Ostatnie zawody
:01.01.1970 01:00
Rozegrano

zobacz wszystkie



Marzena Erm



Od 2004 roku we wrześniu spotykamy się na "Rajdzie z metą na Równicy". Zbiórka jest na placu autobusowym przy KWK "Zofiówka". Wspólnie jedziemy do mostu w Ustroniu, gdzie zaczyna się podjazd pod Równicę. Po drodze można w każdym miejscu do nas dołączyć. Start wspólny do wyścigu jest na początku mostu i ścigamy się do linii poboru opłat na Równicy (5 km). Po przyjechaniu wszystkich uczestników udajemy się na mały poczęstunek do schroniska. Zapraszamy wszystkich chętnych.

logo


Ustroń, ul. Skalica

ostatnie wyniki


Stowarzyszenie Klub Kolarski JAS-KÓŁKA zrzesza amatorów dwóch kółek. Naszą kadrę tworzą zarówno rowerzyści, którzy cenią sobie przejażdżki po okolicy, jak i Ci, którzy lubią się pościgać w różnych amatorskich wyścigach. Organizujemy treningi, obozy oraz wyścigi w wspólnym gronie, na które zapraszamy wszystkich chętnych. Członkostwo w klubie jest dla wszystkich, którzy zaakceptują Statut i uchwały oraz uzyskają akceptację Zarządu. Jednym zdaniem - JAS-KÓŁKA jest otwarta dla wszystkich.

skład

19 stycznia 2013r. odbyło się zebranie założycielskie, na którym klub, w obecności 22 osób, przyjmuje oficjalną nazwę Stowarzyszenie Klub Kolarski JAS-KÓŁKA. W skład zarządu wchodzą: Andrzej Młynek - prezes, Eugeniusz Małyjurek - członek, Dariusz Puzoń - członek. Zaś Komisję Rewizyjną tworzą: Marcin Kowol - przewodniczący, Bartłomiej Pala - członek, Piotr Piwoński - członek. 22 lutego zostajemy zarejestrowani w Urzędzie Miasta, otrzymujemy numer ewidencyjny 44. 1 marca otrzymujemy REGON nr 243193367, a 4 marca NIP nr 6332231649. 3 marca startuje strona internetowa www.jas-kolka.pl.
W dniu 11.02.2017r. odbyło się zebranie sprawozdawczo-wyborcze, na którym podsumowano ostatnie cztery lata i wybrano nowe władze klubu. Po wspólnym głosowaniu na stanowisku Prezesa pozostał Andrzej Młynek, do Zarządu zostali powołani Dariusz Puzoń, oraz Dominik Rygała, a do Komisji Rewizyjnej wybrano Marcina Kowola, Sebastiana Matuszaka i Eugeniusza Małyjurka.

statut

likebox